piątek, 15 marca 2013

[FF: Herkules] Opowieści hermesowe - rozdział 7

Coś się zmieniło, prawda?

Narrator: Akademia Prometeusza. Liceum, w którym młodzież ateńska ma możliwość rozwijania swoich umysłów i odpowiednich, prospołecznych postaw. To właśnie tutaj uczęszcza syn Zeusa i przyszły heros – Herkules. Nasz bohater nie wie jednak, że dzisiaj czeka go mała niespodzianka… Uff już cztery zdania i nikt mi nie przerwał.
Herkules stał na molo na wyspie Phila, czekając na szkolną barkę. Słońce właśnie wzeszło, tak więc niebo miało jeszcze fioletowawo-różowawy kolor. Tymczasem na horyzoncie widać już było długą łódkę zwiniętymi żaglami. Łódź miała żółty kolor, a na dziobie namalowane było pomarańczowe oko. Uczniowie siedzieli na ławkach i wiosłowali w stronę lądu. Wioseł było dziesięć, po pięć na lewą i prawą stronę. Barka w końcu zacumowała do brzegów wyspy Phila, niemal tuż przed Herkulesem. I wtedy młody heros zobaczył coś dziwnego, albowiem za sterem, zamiast znajomej puszystej pani w białym chitonie, stał nie kto inny, jak Charon.

Herkules zamrugał, niedowierzając własnym oczom, a potem jeszcze je przetarł. Jednak, kiedy spojrzał znów na sternika, wciąż widział przewoźnika Hadesa i to raczej nie było złudzenie, ponieważ zaraz zdenerwowany Charon dźgnął go kościstym palcem.
- Au! – wyrzucił z siebie Herkules. Od kiedy to Charon ma takie ostre paliczki?
- Idziesz, czy nie? – spytał przewoźnik. – Nie mam całego dnia.
Herkules nagle odzyskał nieco animuszu.
- Zaraz, co ty tu robisz, Charon? Nie powinieneś przewozić dusz przez Styks, czy coś? – zapytał.
- Wasza przewoźniczka jest chora, więc Zeus kazał mi ją zastąpić.
- Aha. To wszystko wyjaśnia.
Herkules wszedł na barkę i zajął miejsce przy wiośle. Akurat był ostatnim uczniem, po którego przyjeżdżała szkolna łódka, więc po prostu skierował się w stronę akademii, bardzo starając się, aby jego siła nie wymknęła mu się spod kontroli podczas wiosłowania. Słońce tymczasem wzeszło nieco wyżej i niebo przyjęło bardziej niebieski kolor.
Kiedy barka przycumowała do molo, które wychodziło na Akademię Prometeusza i Herkules już mógł ujrzeć kompleks klasycznych, pastelowożółtych budynków, heros odetchnął z ulgą, gdyż za każdym razem, kiedy spoglądał choćby kątem oka na Charona, miał wrażenie, że zaraz przewoźnik zboczy z drogi i zawiezie barkę wprost do Hadesu.
Herkules wyszedł na ląd i wraz z Kasandrą i Ikarem przeszli przez bramę, która dzieliła Akademię od molo. Herkules spojrzał na swój plan zajęć, aby sprawdzić, jaka jest jego pierwsza lekcja tego dnia.
- Dzisiaj jest czwartek, prawda? – spytał kumpli Herkules.
- Tak, stary, i wiesz co to znaczy – odparł Ikar, po czym wykrzyknął: – WĄTRÓBKOWY CZWARTEK!
- Ble – powiedzieli niemal jednocześnie Kasandra i Herkules.
- Wygląda na to – zaczął nagle Herkules – że pierwsze nasze zajęcia to WF.
- Super – powiedziała ponuro Kasandra. – Kolejny festiwal żenady.
- Może nie będzie aż tak źle – stwierdził heros. – Może tym razem nie będzie zbijaka.
- Śnisz na jawie – odparła Kasandra.
- Ale za to cię kochamy – wtrącił Ikar i dodał bardziej demonicznie: – Najważniejsze, abyś załatwił Adonisa swoją wielką siłą.
- Sorry, stary. Zasada herosa numer 223: „Heros nigdy nie używa swojej siły, aby się na kimś odegrać”.
Niebawem dotarli na salę gimnastyczną. Herkules i Ikar rozdzielili się przy szatniach z Kasandrą i szybko przebrali się w stroje od WF-u (czerwone, krótkie tuniki na biodra). Następnie pojawili się już na wielkim, otwartym placu, obłożonym żwirem, gdzie już gotowi byli inni uczniowie z ich klasy. Spodziewali się zobaczyć swojego wuefistę – niskiego faceta z wielkim afro koloru blond, piwnym brzuszkiem i chuderlawymi ramionami. Jednak, kiedy wuefista wkroczył na plac, wszyscy chłopcy wytrzeszczyli oczy ze zdziwienia, ujrzeli bowiem nie kogo innego tylko Aresa we własnej osobie.
Bóg wojny groźnym wzrokiem rozejrzał się po całym placu, aż w końcu krzyknął:
- W dwuszeregu zbiórka!
Wszyscy od razu uformowali się w dwa rzędy i nawet stanęli na baczność. Ares zaczął przechadzać się w tę i z powrotem, jak dowódca hoplitów, objaśniający swoim ludziom strategię na najbliższą bitwę.
- Posłuchajcie mnie uważnie, stokrotki, bo nie zamierzam powtarzać! – zaczął. – Ponieważ wasz nauczyciel WF-u jest chory, postanowiłem go zastąpić! Zdaję sobie sprawę z tego, że wy, Ateńczycy, to banda ciepłych kluchów bez kondycji, dlatego zamierzam pokazać wam, jak wygląda PRAWDZIWA lekcja wychowania fizycznego! Zaczniemy od rozgrzewki, czyli dwustu okrążeń placu, pięciuset pompek i trzystu przysiadów a potem przejdziemy do palestry! Jakieś pytania, mięczaki?!
- A jak ktoś ma zwolnienie z WF-u? – spytał Ikar.
- To go zrzucimy ze skały tarpejskiej – odparł bez ogródek bóg wojny i dodał: – Nie ociągać się. Jazda do biegu.
Dla Herkulesa rozgrzewka nie była niczym specjalnie męczącym. Ostatecznie Phil był bardziej wymagający i trzysta pompek było dla herosa chlebem powszednim. Jednak kiedy spoglądał na innych uczniów, a w szczególności na chuderlawego Ikara, który już po minucie biegu ledwo dyszał, Herkules domyślił się, że to był dla nich niebywały wysiłek. Aż dziw bierze, że po rozgrzewce paru z nich nie umarło albo resztkami sił sami nie rzuciło się ze skały tarpejskiej (aczkolwiek widok zdyszanego i ledwie żywego Adonisa dla wielu ludzi na sali był wart tych dwustu okrążeń). Widząc stan swoich „oddziałów” i orientując się, że rozgrzewka zajęła prawie całą godzinę lekcyjną, Ares zlitował się i posłał chłopaków do szatni i na przerwę.
Herkules wziął steranego Ikara na barana i wyszedł z sali gimnastycznej. Na zewnątrz spotkali Kasandrę, która uśmiechnęła się złośliwie na ich widok.
- Widzę, że WF się powiódł.
- Kasandro, moja duszko. Rad jestem, że przed śmiercią mogę cię ujrzeć – odparł, a właściwie wyjęczał, Ikar.
- Nie uwierzysz z kim mieliśmy zastępstwo – dodał Herkules.
- No, z kim? – spytała bez entuzjazmu dziewczyna.
- Z Aresem – odpowiedział heros, lecz wbrew wszelkim oczekiwaniom jego przyjaciółka nie wydawała się być tym ani trochę poruszona. Po prostu prychnęła śmiechem i powiedziała:
- Też mi coś. My miałyśmy basen z Posejdonem. On też był na zastępstwie.
Herkules wytrzeszczył oczy ze zdumienia, ale nic nie powiedział. Po prostu wyciągnął znów swój plan, aby się upewnić, co go jeszcze czeka tego osobliwego dnia.
- Mamy teraz poezję – oświadczył po chwili i uśmiechnął się. – Raczej nic niezwykłego się nie stanie.
- Obyś miał rację, stary – odrzekł Ikar.
Lekcje poezji zawsze odbywały się zwykle w sali przypominającej teatrum. Wszyscy już siedzieli na widowni (niektórzy nawet oddychali ciężko po WF-ie) i rozmawiali ze sobą na różne tematy. Herkules posadził Ikara na miejscu koło Kasandry, przesunął go jednak odrobinę, aby usiąść pomiędzy nimi i oszczędzić koleżance natrętnych zalotów kumpla. Następnie wszyscy troje przygotowali swoje pomoce szkolne i oczekiwali na nauczycielkę – panią Kasjopeję. Jednak kiedy zadzwonił dzwonek na lekcję i wszyscy spojrzeli na scenę na dole, po chwili wkroczył na nią sam Apollo.
- Witajcie, dzieci! – oświadczył radośnie. – Wasza nauczycielka poezji, pani Kasjopeja, jest chora, więc przyszedłem do was na zastępstwo.
Szczęka Herkulesa opadła w reakcji na szok, jaki chłopak właśnie przeżył.
- OK., to już jest dziwne – odparł, pozbierawszy się do kupy. – Najpierw Charon wiezie nas do szkoły, potem mamy WF z Aresem i Posejdonem, a teraz to?
- Panie Herkulesie, proszę nie gadać – zwrócił się do niego bóg sztuki. – To, że jest pan synem Zeusa, nie oznacza wcale, że może pan przeszkadzać na lekcjach poezji.
- Przepraszam, Wielki Apollo – odpowiedział Herkules i aż wstał, aby się lekko pokłonić w akcie skuchy.
Apollo uśmiechnął się przyjaźnie i powiedział:
- Proszę spocząć. – A kiedy Herkules usiadł, Apollo dodał: – Zaczynamy lekcję, dzieci.
Wszyscy spojrzeli na swojego nauczyciela na zastępstwie i czekali na to, co zaraz zrobi Apollo – czy zacznie odpytkę z poezji, czy też będzie coś opowiadać, czy może zrobi coś jeszcze innego. Niemniej jednak atmosfera była nieco napięta. W końcu Apollo zaczął:
- No, dobrze. Kto mi powie jaka jest różnica między tragedią a komedią?
- Proste jak nie wiem co – odparła cicho Kasandra.
- Ja wiem! Ja wiem! – Ikar machał energicznie ręką.
- Tak, chłopcze? – spytał Apollo, kierując wzrok w jego stronę.
- Komedia kończy się dobrze, a tragedia źle.
- Doskonale! Jakie znacie słynne tragedie, dzieci?
- „Antygona”! – krzyknął ktoś na widowni.
- „Prometeusz”!
- „Król Edyp”!
- Nasze świadectwa! – powiedziała Kasandra, po czym wskazała palcem Ikara i dodała: – I ten tutaj!
Apollo przepuścił mimo uszu jej żart i mówił dalej:
- No, dobrze. A jakie znacie komedie?
Zapadła cisza. Fakt, nikt nie znał ani jednej komedii, bo jeszcze żadnej nie przerabiali. Pani Kasjopeja wolała ich umartwiać, niż rozweselać. Z kolei stojący na dole Apollo, po długim oczekiwaniu na odpowiedź, w końcu westchnął i przeszedł do następnego pytania:
- A jakich znacie słynnych poetów?
- Hezjoda – odpowiedział od razu Herkules.
- Wergiliusza – wtrąciła Helena.
- Owidiusza! – wykrzyknął Ikar i przechylił się bardziej w stronę Kasandry, mówiąc: – Napisał „Sztukę miłości”, którą zgłębiłem doskonale. Co ty, kochanie, na małą praktykę?
- A może wolałbyś zagłębić się w moją pięść, kiedy wyląduje w twoim oku?
I tak mniej więcej przebiegła lekcja. Apollo zadawał pytania, uczniowie grzecznie odpowiadali. Ciekawe było to, że nikt nie czuł się skrępowany faktem, że mają przed sobą boga Apolla we własnej osobie, i od czasu do czasu rzucali jakieś głupawe uwagi. Apollo z kolei puszczał wszystko mimo uszu i traktował swoich tymczasowych podopiecznych jak małe dzieci. Dla Herkulesa czas dłużył się niemiłosiernie. Heros zastanawiał się wciąż, co też przytrafiło się czterem pracownikom Akademii Prometeusza, że zachorowali w tym samym czasie, a jeszcze bardziej zastanawiał się nad tym, dlaczego bogowie olimpijscy zdecydowali się zejść z piedestału i ich zastąpić. Najwyraźniej jego boski ojciec uznał, że jego synowi należy się najlepsza edukacja.
Kiedy lekcja poezji wreszcie się skończyła, Herkules odetchnął z ulgą i miał szczerą nadzieję, że nie czeka go tego dnia więcej niespodzianek. Ponieważ poczuł się trochę głodny, wraz z Ikarem i Kasandrą wybrał się do bufetu – wielkiego budynku o pomarańczowych ścianach i z piętrem, gdzie przebywali nieco „ważniejsi” uczniowie Akademii (głównie Adonis i jego ochrona. Nie żeby jego ochrona była kimś ważnym…). Nad bufetową rozdającą jedzenie namalowany był fresk przedstawiający czarną sylwetkę przykutego do skały Prometeusza i pochylającego się nad nim ptaka. Rzędy stolików były już w połowie pozajmowane, kiedy Herkules i jego przyjaciele weszli do środka. Aczkolwiek ich ulubiony stolik był wolny.
Herkules, Ikar i Kasandra wzięli ze sobą tace i stanęli w kolejce do jedzenia. Kolejka posuwała się dosyć szybko i niebawem heros i jego przyjaciele znaleźli się tuż przy bufetowej, która wyglądała jakoś inaczej. Była szczupła, miała zieloną skórę i wielką trwałą; nosiła kolczyki z liści, a za lewym uchem była cienka gałązka z liśćmi po obu stronach.
- Hestia? – zdumiał się Herkules, nawet nie zauważając, że powiedział to na głos.
- Tak, wasza bufetowa jest chora, więc ją zastępuję – odpowiedziała bogini ogniska domowego, po czym nałożyła młodzieńcowi na tacę z jakąś dziwną, czarną zupą. Herkules podniósł brwi ze zdziwienia, a potem spojrzał na Hestię, która tylko uśmiechnęła się i powiedziała: – To specjał z krajów słowiańskich. Nosi nazwę czarna polewka.
- Dzię-kuję – odparł niepewnie Herkules i tylko poszedł do stolika.
Ledwie usiadł przy stole i zamoczył łyżkę w zupie, a zaraz wleciał do bufetu Hermes, śmignął do niego i poklepał go po ramieniu, aby zwrócić na siebie jego uwagę. Herkules na jego widok, tylko westchnął.
- Przyszedłem, aby ci powiedzieć – zaczął Hermes – że masz się stawić u dyrektora.
- Teraz? – spytał z niedowierzaniem Herkules.
- Tak – odpowiedział posłaniec bogów i aż przytaknął głową. – Ma ci coś ważnego do powiedzenia.
- No, dobra – powiedział ze zrezygnowaniem heros i wstał. Następnie zwrócił się do swoich przyjaciół: – Będę pewnie za jakiś czas, więc możecie zjeść beze mnie.
Hermes i Herkules skierowali się do budynku, gdzie znajdował się gabinet dyrektora. Z niewiadomych powodów młodzieniec czuł się nieswojo, jakby szedł na jakąś kaźń, albo coś. Co prawda, zdarzało mu się być na dywaniku u dyrektora i to wiele razy (życie licealisty było wystarczająco trudne, i bez siły, nad którą się ledwo panowało). Jednak tym razem Herkules nie wiedział, co takiego właściwe zrobił. Zresztą kto wie – może tym razem czekało go tam coś miłego… Z drugiej strony heros wiedział, że po dzisiejszym dniu mógł się spodziewać wszystkiego.
Dotarli wreszcie do budynku, w którym znajdował się gabinet dyrektora, Hermes otworzył drzwi i wpuścił młodzieńca do środka, sam jednak nie wszedł, tylko zamknął za chłopakiem drzwi. Herkules spodziewał się zastać wysokiego człowieczka o sylwetce piłki do rugby (wąska szyja, zaokrąglony brzuch i chuderlawe nogi), brązowych włosach i wielkim nosie, jednak na krześle siedział ktoś o wiele postawniejszy. Trudno było go zidentyfikować, bo słońce padające przez okno sprawiało, że w pierwszej chwili Herkules widział tylko ciemny zarys czyjejś postaci. Po chwili jednak postać pochyliła się bardziej do przodu i ku swojemu wielkiemu przerażeniu Herkules ujrzał uśmiechającego się do niego w demoniczny sposób Hadesa.
 
W tym momencie Herkules się obudził. Przy tym przebudzeniu podniósł się tak gwałtownie, że od razu spadł z hamaka, w którym spał. Kiedy w ciemności nocy poczuł zderzenie z ziemią, a następnie usłyszał chrapanie  Phila, powoli doszło do niego, że śnił mu się po prostu kolejny koszmar. Charon, Ares, Apollo i Hestia nie przyszli do Akademii Prometeusza na zastępstwo, a Hades nie był jego dyrektorem. To był tylko sen. Tylko sen, który nie wróci.
Narrator: Tymczasem na górze Olimp…
Fantasmos czuł, że rządzi. To, co uwielbiał w swojej pracy najbardziej, to to, że mógł się artystycznie realizować. A ten pomysł ze szkołą był tak dobry, że Fantasmos, aż nie mógł wyjść z dumy.
- Ja nie mogę, Fantasmos – powiedział do samego siebie. – Skąd ty bierzesz takie genialne pomysły?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz