piątek, 1 marca 2013

[FF: Herkules] Opowieści hermesowe - rozdział 5

Problem z Kritiaszem

Narrator: Hermeneutyka. Sztuka interpretacji tekstów religijnych, prawnych i filozoficznych, a także symboliki. Martin Heidegger dokonał w tej dziedzinie wiedzy rewolucji …
Kalliope: Bob, czy ty się troszeczkę nie zagalopowałeś? Heidegger żył w dwudziestym wieku, a my tu mamy starożytność.
Melpomena: Poza tym po kiego grzyba nawijasz teraz o hermeneutyce? Czy to ma jakikolwiek związek z naszym bohaterem?
Narrator: Och, wbrew pozorom ma bardzo dużo. Już sama nazwa pochodzi od imienia Hermesa. W końcu to jest herme-neutyka. Podobno to dlatego, że Hermes, jako posłaniec bogów, przekazywał ludziom boską wolę i w pewnym sensie ją interpretował.
Kalliope: Mało kto wie, ale czasem głowa Wielkiego Zeusa nie była w stanie pojąć pewnych zagadnień szczególnie z zakresu filozofii, z której Grecja – bądź co bądź – słynęła.
- Moja głowa… – pojękiwał Zeus, zaczesując ręką włosy do tyłu.
Na kolanach króla bogów rozwinięty był kolejny przyniesiony mu przez Atenę zwój z dziełem jakiegoś filozofa. Zeus sam nie wiedział dlaczego to czytał, ale zaczął już mieć migrenę od tego ciągu niezrozumiałych zdań. Jeszcze na początku wszystko wydawało się być zrozumiałe (zawsze mu się tak wydawało), ale teraz Zeus czuł, że potrzebuje małej pomocy (zawsze tak czuł).
W końcu nie wytrzymał.
- Dość tego! Hermesie!

Posłaniec bogów, jak zwykle, pojawił się nadspodziewanie szybko z uśmiechem na twarzy. A kiedy zobaczył zwój na kolanach, tylko westchnął na myśl o tym, że znowu będzie musiał tłumaczyć swojemu pracodawcy jakiś zagmatwany tekst. Doprawdy, czy Atena musiała koniecznie dawać to szefowi do przeczytania? Może chciała żeby zmądrzał? Albo myślała, że on to lubi? W każdym razie to zawsze kończyło się tym, że Hermes był wzywany, aby dokonać interpretacji tekstu.
- Co tym razem, szefie? – spytał Hermes i podleciał do zwoju. Jego brwi podniosły się, a na twarzy zajaśniał uśmiech, kiedy Hermes powiedział: – O, Zenon z Elei.
- No właśnie nie za bardzo rozumiem, o co chodzi z tym żółwiem i Achillesem.
- Dobra, w takim razie zobaczmy, co tu mamy…
Hermes odebrał od Zeusa zwój i zaczął uważnie czytać jego treść. Jego głowa przekręcała się od lewej do prawej, kiedy jego wzrok wertował w bardzo szybkim tempie wypisane na zwoju słowa. Twarz posłańca bogów wyrażała głębokie skupienie, któremu towarzyszyły zmarszczone brwi i zwinięte usta, wędrujące to na lewą, to na prawą stronę twarzy.
Po chwili pstryknął palcami i przed Zeusem zmaterializowała się wielka, szkolna tablica, A w rękach posłańca bogów znajdowała się kreda.
- Tak więc – odezwał się w końcu Hermes i zaczął rysować na tablicy długą kreskę i zaznaczać na niej kilka punktów – mamy wyścig między żółwiem a Achillesem. Achilles jest dwa razy szybszy od żółwia. Teraz załóżmy, że Achilles postanowił dać żółwiowi fory o 1/2 dystansu. Ale kiedy w końcu Achilles rusza z miejsca i pokonuje 1/2 drogi, żółw pokonuje 3/4. Kiedy Achilles pokonuje 3/4, żółw dobiegł już do 7/8 i tak dalej w nieskończoność.
- Nie streszczaj mi tego, tylko mi to wytłumacz! – zdenerwował się Zeus.
- Dobra, dobra, szefie. Właśnie chciałem do tego dojść. Zacznijmy od tego, że zarówno Zenon z Elei, jak i jego mistrz, nie uznają istnienia ruchu, a ten paradoks – Hermes wskazał oczami rysunek na tablicy – ma być argumentem za tym stanowiskiem. Dla eleatów ruch jest tylko złudzeniem, bo prawdziwy Byt byłby w sobie sprzeczny, gdyby był dynamiczny i zmienny. Hipoteza sama w sobie niedorzeczna, bo zmiana jest czymś oczywistym. Zwróć uwagę, Zeusie, że ten paradoks opiera się na dzieleniu drogi przebytej przez żółwia i Achillesa na odcinki. – Hermes wskazał kredą wszystkie punkty na narysowanej przez niego osi, po czym odwrócił się znów do króla bogów. – W realnym świecie nie da się dzielić odcinków w nieskończoność. Poza tym w którymś momencie Achilles w końcu będzie musiał dogonić żółwia i go minąć.
- To samo pomyślałem – stwierdził Zeus i uśmiechnął się.
- Widzisz więc, szefie, że ten paradoks ma tylko udowodnić twierdzenie o nieistnieniu ruchu. Zresztą powinieneś już wiedzieć, że Zenon lubi absurdalne argumenty[1].
- Wielkie dzięki, Hermesie – Zeus znów się rozpromienił.
- Polecam się na przyszłość – odparł Hermes, zasalutował i odleciał.
Narrator: Dzień w dzień Hermes tłumaczył Zeusowi teksty filozoficzne. Czasem w bardzo niekonwencjonalny sposób.
- Hermesie! – zawołał Zeus po kilkunastu bezowocnych minutach nad jednym z tekstów Platona.
- Tak jest, szefie? – Hermes wleciał natychmiast do komnaty.
- Mógłbyś mi wyjaśnić o co chodzi z tymi częściami duszy?
- Ach, rozumiem – odparł Hermes. – Znowu czytasz Platona, szefie?
- Tak. – Wzrok króla bogów powędrował na podłogę.
- Myślę, że wiem jak ci to wytłumaczyć, ale musisz tu wezwać trzy osoby… – zaczął wyliczać na palcach – Atenę, Dionizosa i Aresa.
- Skoro tego wymaga sytuacja…
Po jakimś czasie bóstwa wojny, mądrości i wina stali przed Zeusem, wszyscy nieco niezadowoleni z tego, że oderwano ich od swoich zajęć, i mający nadzieję, że to tłumaczenie nie zajmie Hermesowi wiele czasu i będą mogli wrócić do siebie. Tymczasem posłaniec bogów podleciał do nich bliżej i wylądował tuż przy Dionizosie.
- Na moment przyjmijmy, że ci troje to części duszy. – Po chwili położył rękę na ramieniu boga wina. – Dionizos, jak sami widzimy, lubi czerpać przyjemność z życia. Dużo je i pije, tak więc on będzie częścią pożądliwą duszy, rezydującą w brzuchu. – Hermes przeszedł do boga wojny. – Aresa z kolei bardzo łatwo wkurzyć i często działa pod wpływem silnych emocji. Dlatego on jest częścią popędliwą, pochodzącą z piersi. No, i w końcu nasza droga pani – oświadczył, podchodząc do Ateny. – Atena kieruje się zawsze rozumem, dlatego jest tą częścią duszy, która znajduje się w głowie.
Hermes pstryknął palcami i w komnacie pojawił się rydwan. Posłaniec bogów pomógł Atenie na niego wejść, a Dionizosa i Aresa zaprzągł jako konie (Dionizos zgodził się być w zaprzęgu, ale pod warunkiem, ze nie będzie musiał nigdzie wozić Ateny. Dużo bardziej oporny był Ares, który twierdził, że „nigdy w życiu nie będzie koniem tej wstrętnej baby”, jednak Zeus przekonał go jednym ciosem pioruna).
- Widzisz, szefie – odezwał się znów Hermes – zwykle jedna z części dominuje nad pozostałą dwójką. Część pożądliwa dominuje u rolników i kupców. Część pożądliwa u żołnierzy, a część rozumna u filozofów. Obojętnie jednak, która z części duszy wpływa u danej osoby, rozum jest tym, który trzyma w cuglach pożądliwość i popędliwość w mniejszym lub większym stopniu.
- Wypraszam sobie! Nie zamierzam być kierowany przez tego babsztyla! – zaprotestował Ares, wskazując kciukiem Atenę.
- Cicho bądź, część popędliwa – odparła bogini mądrości i trzepnęła brata w hełm.
- Wystarczy jednak, aby rozum zasnął, a wtedy mamy totalną masakrę – ciągnął dalej Hermes. – Część pożądliwa je i pije bez opamiętania, co kończy się kacem i zgagą. Z kolei część popędliwa w przypływie wściekłości demoluje meble i chce każdemu dać w pysk. Tak więc lepiej trzymać swoje pożądania i nerwy na wodzy. Czy teraz rozumiesz, szefie?
- Chyba tak – odpowiedział Zeus, aczkolwiek nadal miał niewyraźną minę.
Narrator: Jednak pewnego dnia stało się coś, co bardzo wzburzyło króla bogów.
Wszyscy bogowie zebrali się w sali tronowej, gdzie już stał znajomy przeźroczysty kamień, pokazując jakiegoś blond brodacza z zakrzywionym nosem i jednym okiem większym i bardziej wyłupiastym od drugiego. Brodacz przemawiał przy katedrze przed większą publicznością, która albo na niego buczała, albo się z nim zgadzała.
- Są na tym świecie trzy bezsensowne lęki: lęk przed śmiercią, lęk przed cierpieniem i lęk przed bogami. Pierwszy dlatego, że po śmierci odchodzimy w niebyt i nic nie czujemy; drugi – bo jeśli cierpienie jest silne, to nie trwa długo, a jeśli trwa długo, to nie jest silne; w końcu trzeci – bo bogowie nie istnieją. Zostali wymyśleni, abyśmy postępowali moralnie, nawet w ukryciu, kiedy nikt nas nie widzi i nie jest w stanie ukarać…
- Och, dość już tego! – powiedział Zeus, wyłączając pilotem kamień. – Co to znaczy, że nas nie ma?!
- I że lęk przed śmiercią jest bezsensowny? – dodał poirytowany Hades.
- Hermesie! – Zeus zawołał swego sługę, który natychmiast pojawił się u jego boku, zwarty, gotowy i (jak zwykle) uśmiechnięty.
- Tak, szefie?
- Kim jest ten bezczelny typek?
- To Kritiasz – odpowiedział posłaniec bogów, po czym palcem wskazującym i kciukiem ułożył w kółko, dodając: – Z domieszką Epikura[2].
- No, ale tamten, twierdził, że jesteśmy zbyt zajęci, aby się przejmować ludźmi – sprostowała Atena.
- I że rozkosz jest najwyższym dobrem – wtrącił Dionizos, uśmiechając się. – Mnie osobiście się podoba jego podejście do życia.
- Nie zmieniajcie tematu! – wrzasnął Zeus, a potem dodał nieco spokojniej: – Czy może mi ktoś wyjaśnić, na jakiej podstawie ten jełop śmie twierdzić, że nas nie ma?
- No, sam to przecież wyjaśnił – stwierdził Hermes. – Jesteśmy tylko pretekstem, aby ludzie żyli po bożemu.
- Jak on w ogóle śmie w nas nie wierzyć?! – Zeus zdenerwował się jeszcze bardziej.
A Hermes nadal był spokojny.
- Wielkie rzeczy. Mnóstwo ludzi w nas nie wierzy.
- Na przykład? – spytał z powątpiewaniem Ares.
- No, na przykład Egipcjanie – odpowiedział Hermes.
W pierwszej chwili na twarzy Aresa pojawiło się zaskoczenie, ale potem uśmiechnął się lekko.
- Ach tak, racja.
- Szkoda tylko, że trudno odróżnić ich potwory od ich bogów – skomentował Posejdon. – Kiedy podchodzę do Sobka, boję się, że odgryzie mi łeb.
- No więc Egipcjanie. A kto jeszcze? – spytała Afrodyta, a Hermes odparł:
- Aztekowie…
- No, tak – zaczął Fantasmos. – Nie dość, że ich imion nijak nie można wymówić, a ich dieta opiera się głównie na ludzkich sercach, to jeszcze szef tego całego interesu to opierzony, brzydki jak noc, gad.
- Słowianie… – Hermes ciągnął dalej. Tym razem odezwał się Hefajstos:
- Bogowie tych gości też są nieźli – Po czym zmarszczył brwi i zaczął mówić grubszym głosem: – „Hej, jestem Światowit. Nawet nie myśl o buchnięciu mi sakiewki, bo mam oczy z tyłu głowy. A właściwie głowę z tyłu głowy.”
- Celtowie…
- Weź, nie przypominaj mi o tych pantoflarzach – obraził się Ares, przykładając rękę do czoła. – Trzy baby jako bóstwa wojny…[3] Do czego ten świat zmierza?! – zapytał głośno, spoglądając w górę i podnosząc ręce.
- Są jeszcze wikingowie…
- Ci są nawet sympatyczni – stwierdził Zeus. – Aczkolwiek Loki ograł mnie kilka razy w bierki.
- Ale to my jesteśmy odzwierciedleniem klasycznego piękna – odpowiedział Narcyz, który pojawił się niewiadomo skąd. Mówiąc te słowa cały czas przyglądał się sobie w lustrze.
- Tak czy siak – podsumował Zeus – żaden facet nie będzie mi tu ogłaszał apostaz i opowiadał ludziom, że nas nie ma. Jakieś pomysły jak go załatwić?
Hermes postanowił oswoić króla bogów.
- Wyluzuj, szefie. To sofista. Płacą mu za opowiadanie różnych głupot[4]. Zresztą – na twarzy posłańca bogów pojawił się złośliwy uśmieszek – ja już wiem, jak mu przywrócić wiarę.
Narrator: Bogowie pozwolili Hermesowi działać. Tej nocy w domu sofisty Kritiasza stało się coś, co na zawsze zapadło mu w pamięć.
Kritiasz spał spokojnie w swoim łóżku, chrapiąc. Jego sen był tak twardy, że sofista nawet nie usłyszał trzepotania skrzydeł, wlatujących przez okno do jego domu. Nie usłyszał też skrzypnięcia podłogi, kiedy czyjeś stopy wylądowały na ziemi i powoli zaczęły iść w jego stronę. Być może poczuł lekki dyskomfort, kiedy oddech tajemniczego gościa musnął jego ucho.
- Hej, Śpiąca Królewno – szepnął Kritiaszowi do ucha Hermes. – Obudź się.
Kritiasz tylko przegonił go ręką. To jednak nie wystarczyło, aby posłaniec bogów sobie poszedł. Hermes ponownie nachylił się nad uchem sofisty i spróbował jeszcze raz:
- Kritiaszu, wstań. Są naleśniki na śniadanie…
- Jeszcze chwilkę, mamo.
Hermes wyprostował się i spojrzał na leżącego przed nim śmiertelnika. Na twarzy boga pojawił się grymas zamyślenia.
- Czy nic nie jest w stanie obudzić tego gościa? Ja naprawdę nie lubię stawiać ludzi na nogi w brutalny sposób.
Po chwili pstryknął palcami w przypływie iluminacji. Pochylił się znów nad uchem swojej ofiary, a następnie powiedział groźnym, syczącym głosem:
- Przyszedłem po moje dwie dychy, Kritiaszu. Jeśli mi ich nie zwrócisz, Vito i Antonio połamią ci nogi.
 Z uśmiechem na twarzy Hermes oddalił się od łóżka Kritiasza o dwa kroki. Sofista obudził się niemal natychmiast, machając nerwowo rękami i krzycząc: „Nie, nie róbcie mi krzywdy! Lada dzień będę miał wypłatę i wszystko i ci oddam, serio!” Przez chwilę zakrywał twarz rękami, aż w końcu zdecydował się, spojrzeć na stojącego przed nim gościa. Pierwszą reakcja Kritiasza było zdziwienie, a potem mężczyzna powoli opuścił ręce, przyglądając się stojącemu przed nim i uśmiechającemu się szeroko, Hermesowi.
- Bogowie… – wyjęczał.
- No! Mówiłem szefowi, że cię nawrócę! – odparł Hermes. – Nie ma to jak terapia szokowa.
- Proszę, nie rób mi krzywdy! Ja tylko żartowałem – ciągnął dalej Kritiasz, zakrywając znów twarz rękami.
- I nie będziesz więcej opowiadać, że nas nie ma?
- Tak, tak, tylko błagam, żadnych piorunów.
- Wiedziałem, że dojdziemy do porozumienia. Ja osobiście nie mam nic przeciwko twojemu ateizmowi, ale wiesz, Zeus potrafi być taki nietolerancyjny… W każdym razie, pa, stary.
Hermes poklepał go po plecach i opuścił jego dom tą samą drogą, którą się doń dostał. Powróciwszy na Olimp, oznajmił reszcie bogów, że problem z Kritiaszem został rozwiązany. Zeus był tylko nieco zawiedzony. Tak bardzo chciał rzucić w sofistę piorunem.
--------------------------------------------------------------------------
[1] Zenon z Elei jako pierwszy stosował technikę dowodzenia ad absurdum, polegajacą na doprowadzaniu argumentów przeciwnika do skrajności.
[2] Właściwie to więcej niż domieszka. Epikur mówił o bezsesowności lęku przed bogami, śmiercią, cierpieniem i nieosiągalnością szczęścia. Kritiasz - tylko o strachu przed bogami. Ale nie mogłam sobie odmówić tekstu Hadesa.
[3] Celtyckie boginie wojny to Macha, Morrigan i Neman.
[4] Jakbyście nie wiedzieli - sofiści byli wędrownymi nauczycielami, którzy na początku mieli za pieniądze nauczać młodzież jak być dobrymi obywatelami. Z czasem jednak sofiści zaczęli brać pieniadze w zamian za dowiedzenie jakichś tez.

Tak nawiasem mówiąc, Kritiasz raczej nie przestał być ateistą. Nie był zresztą pierwszym niewirzącym w starożytnej Grecji. Zastanawiałam się jakby to było, gdyby bogowie greccy odkryli, że ktoś w nich nie wierzy i tak mniej wiecej sobie to wyobraziłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz