piątek, 15 lutego 2013

[FF: Herkules] Opowieści hermesowe - rozdział 3

[Pamiętajcie o słowie wstępnym!]

Totalna masakra

Narrator: Góra Olimp. Siedziba greckich bogów. Miejsce, gdzie Zeus i inne bóstwa zamieszkują i rządzą hellenistycznym światem. Od czasu do czasu jednak ma miejsce na Olimpie wielkie wydarzenie…
- MĘSSSSSSSSSKI WIECZÓÓÓÓÓÓÓÓÓÓÓÓÓÓR! – krzyk Aresa odbił się echem po całym jego domu i było wysoce prawdopodobne, że reszta Olimpu też go słyszała.

- Męski wieczór – powiedział Apollo, lecąc w swoim słonecznym rydwanie po niebie.
- Męski wieczór! To dzisiaj! – zakrzyknął Hades i z radości aż zgiął łokieć ku dołowi. – Yesss! Wreszcie się stąd wyrwę!
- Męski wieczór – Zeus uśmiechnął się z rozmarzeniem.
- Męski wieczór – wyszeptał z ukontentowaniem Hermes, powracając do listy rzeczy do zrobienia.
Narrator: Tak, męski wieczór. Impreza organizowana przez i dla bogów-mężczyzn. Wieczór, na który brzydsza część Olimpu (szczególnie ta żonata) czeka z utęsknieniem. Dionizos załatwia trunki i jedzenie…
Dionizos zaczął liczyć przyniesione przez jego satyrów dzbanki z winem. Po chwili wziął łyk jednego z nich i posmakował.
- Dobre jak zawsze – powiedział do siebie. – Rocznik 336 przed naszą erą nigdy mnie nie zawiódł.
Narrator: Apollo muzykę…
Bóg sztuki wciąż jeszcze wahał się co zagrać i kogo ze sobą zabrać. Nie mógł poprosić Muz, bo na męski wieczór baby nie miały wstępu. Nie mógł też grać solo przez cały wieczór, bo też coś chciał mieć z tej imprezy. Satyrowie Dionizosa zaś byli strasznie komercyjni (zresztą, kto wytrzyma repertuar oparty tylko i wyłącznie na piszczałkach?). Tak więc Apollo miał ciężki orzech do zgryzienia.
I nagle go oświeciło.
- Karaoke! – wykrzyknął, pstrykając palcami. – Kurde, jestem genialny.
Narrator: Hefajstos technikę…
Hefajstos z niewielką pomocą Posejdona wprowadził do sali bankietowej płaski, przeźroczysty kamień, w którym zwykle król mórz ogląda walki rekinów. Dzisiaj jednak miał posłużyć za przekaźnik transmisji z zapasów, a być może nawet coś bardziej pikantnego… Obaj bogowie ustawili ekran na środku pomieszczenia, przed wielką kanapą. Posejdon uruchomił swoje urządzenie i po chwili jedyne, co byli w stanie ujrzeć, to czarno-białe, obijające się o siebie kulki. Posejdon walnął ekran od góry, ale to nie pomogło. Spojrzeli z Hefajstosem na siebie nawzajem, jakby to mogło im w czymś pomóc.
W tym właśnie momencie wleciał Hermes. Na widok zakłóceń w gadżecie Posejdona, zdumiał się i zaczął go oglądać ze wszystkich stron.
- Nie ma anteny – wyjaśnił Hefajstos. – Potrzebujemy czegoś, co pomogłoby mu złapać sygnał.
- Hmm… – zamruczał Hermes, przykładając rękę do brody.
Zastanawiał się przez pewien czas, aż w końcu na jego twarzy pojawił się wyraz olśnienia i posłaniec bogów przymocował swój kaduceusz z tyłu przekaźnika. Od razu w kamieniu pojawił się obraz pustego jeszcze stadionu. Hefajstos i Hermes przybili piątkę.
- Oddajcie mi to tylko, kiedy bibka już się skończy – odparł Hermes i poleciał dalej.
- OK. – odparł Hefajstos i pomachał do niego.
Kalliope: Oczywiście, panie również organizują swój damski wieczór…
Narrator: Tak, tak, ale to na męskim wieczorze rozpoczyna się nasza historia.
Hermes przetoczył wzrokiem po sali bankietowej. Była już całkiem pełna bogów i bóstw, którzy już się powoli rozgaszczali przed wielkim wydarzeniem. Lekko przygłupi synowie Aresa – Dejmos i Fobos – urządzili sobie konkurs picia (na razie lemoniady, bo Ares nie ufał swoim synom po kilku głębszych) w stojącym z boku barze, ale Dionizos szybko się dołączył i ich obu przebił, więc Dejmos i Fobos wyszli na chwilkę do toalety. Hades i Zeus się przekomarzali (pewnie znowu Hades chciał załatwić u szefa przeniesienie, a szef nie chciał), a potem król podziemi tylko wzruszył ramionami i poszedł pogadać z Tanatosem, który rozmawiał z Hypnosem (a może to Hypnos rozmawiał z Tanatosem? Hermes zawsze miał trudności z rozpoznaniem który jest który. W końcu to bliźniaki). Morfeusz i Fantasmos, którzy skończyli właśnie przynosić śmiertelnikom sny (i koszmary), opadli ze zmęczeniem na kanapę i wzięli pobliski róg obfitości, aby się na spółkę pożywić. Apollo, w kącie przeznaczonym na karaoke, stroił swoją lirę, rozmawiając przy okazji z Hefajstosem i Aresem. A że byli dość blisko, aby ich usłyszeć, Hermes od razu wiedział o czym mówią.
- Ach, dobrze jest spędzić jeden wieczór bez kobiet – stwierdził Apollo.
- Święta prawda – przyznał Hefajstos. – Kocham swoje słoneczko, ale zwariowałbym, gdybym przebywał tylko w jej towarzystwie.
- Stary, ja z nią pracuję! – wtrącił się Kupidyn. – Ty chociaż nie musisz ciągle słuchać tej głupiej piosenki.
- Ale Afrodyta nie jest przynajmniej w połowie tak irytująca jak Atena – odparł Ares, a na jego twarzy pojawił się wściekły grymas. Po chwili zaczął przedrzeźniać siostrę: – „Ateny są o wiele bardziej cywilizowane niż Sparta. Twoi Spartanie chociaż umieją liczyć na palcach?”
Po chwili dołączył się Posejdon.
- A spróbowałbyś kiedyś, Ares, spędzić cały dzień z moją Amfirytą. Jej pozytywna energia mnie dobija. Kto jest w stanie tak się szeroko uśmiechać dwadzieścia cztery godziny na dobę?!
- Hej, Amfiryta chociaż ci nie marudzi nad uchem – Zeus pojawił się niewiadomo skąd.
- To jeszcze nic! Ja muszę znosić DZIEWIĘĆ bab u siebie w domu! Wyobraźcie sobie wasze codzienne problemy razy dziewięć – powiedział Apollo i powrócił do liry.
Zaraz przyszedł też uśmiechnięty od ucha do ucha Hades.
- Naprawdę, chłopaki. Po co żeście się w to wpakowali? Stan kawalerski rządzi! – Znienacka objął Hermesa jednym ramieniem. – Prawda, Hermes?
Bóg złodziei szybko się uwolnił z objęć pana zaświatów i z uśmiechem powiedział:
- Hades, dziecino, nie mam nic przeciwko przyjaźni z tobą, ale, proszę cię, zachowaj dystans dwóch metrów. – Następnie odchrząkną i dodał: – Rzeczywiście, jak was słucham, panowie, to odechciewa mi się randkowania i damskiego towarzystwa w ogóle.
- Głowa do góry, chłopaki! – odrzekł dziarsko Zeus. – To męski wieczór, a więc zero pań do końca imprezy!
Wtedy właśnie Dejmos i Fobos krzyknęli, że zaczynają się długo oczekiwane zapasy. Wszyscy mężczyźni poczęli tłoczyć się na kanapie. W końcu Morfeusz i Fantasmos musieli się przenieść na podłogę razem z Tanatosem, Hypnosem, Asklepiosem i synami Aresa; a na kanapie wylądowali Zeus, Hades, Ares, Apollo, Dionizos, Posejdon i Hefajstos. Hermes z kolei stanął za kanapą, pomiędzy Aresem i Hefajstosem. Jedynie Kupidyn nie oglądał, bo „nie pochwalał bezsensownej przemocy, która zamiast miłości uczy pogardy”. Obraz w przeźroczystym kamieniu przedstawiał stadion, na którym stanęli już dwaj, łudząco do siebie podobni zawodnicy. Jeden z nich ubrany był w niebieską opaskę na biodra, a drugi w czerwoną.
- Widzicie tego bisiora, o tam! – zakrzyknął Ares, wskazując mięśniaka w czerwonej opasce. – To z mojego miasta, Sparty!
- Delfijczyk też się nieźle prezentuje – zauważył Apollo z uśmiechem.
- Założę się, że poszedł wcześniej do wyroczni i Pytia mu powiedziała, że nie ma co się starać, bo Spartanin skopie mu tyłek! – zakpił Dionizos.
Hermes wychylił się bardziej do przodu, aby lepiej widzieć. Przy okazji zwrócił na siebie uwagę Aresa i Hefajstosa, którzy spojrzeli na niego niechętnie.
- Jest ktoś z Arkadii?
- Ale jesteś zorientowany, Hermes! – zaśmiał się Hefajstos. – Ta walka jest między Delfami a Spartą.
- Hej, pomarzyć zawsze można. Ja wynalazłem zapasy, więc mogliby się odwdzięczyć pokazując zawodnika z mojego głównego ośrodka kultu – odrzekł posłaniec bogów.
- Witam wszystkich! – odezwał się spiker. – Nazywam się Tukidydes i będę relacjonował dzisiejszy pojedynek między zawodnikami ze Sparty i Delf!
Bogowie przed ekranem wydali z siebie jeden wielki, głośny ryk zadowolenia.
- Po lewej stronie, w niebieskiej przepasce, zawodnik z Delf, Nejmanes!
Delfijczyk podniósł do góry ręce i zaczął pozdrawiać widownię ze wszystkich stron. Rozległy się gorące oklaski, które po chwili ucichły.
- Po prawej, w czerwonej przepasce, reprezentant Sparty, Pudzianos!
Kolejne wiwaty, kiedy Spartanin poszedł za przykładem przeciwnika.
- Zawodnicy przygotowują się do walki – zaczął Tukidydes, a Nejmanes i Pudiznanos stanęli naprzeciwko siebie, przyjmując bojowe pozycje. Tymczasem pojawił się sędzia. – Zaraz się zacznie, proszę państwa. Sędzia dokonuje ostatnich pouczeń iiiiiiiii… wystartowali!
- Tylko żadnych interwencji, Apollo – powiedział Ares.
- I vice versa, Aresie – odparł bóg sztuki, posyłając mu chłodne spojrzenie.
Walka się zaczęła. Przez pierwsze kilka sekund zawodnicy tylko skakali dookoła siebie, trzymając się nawzajem na dystans. Po chwili Pudzianos rzucił się na Nejmanesa i powalił go na ziemię. Łokciem przybił szyję przeciwnika i wykręcił mu rękę. Po chwili puścił go i zaczął obijać. Nejmanes leżał jak nieżywy.
- A teraz go zabij! – wykrzyknął Hades. Wszyscy bogowie spojrzeli na niego zaskoczeni. Nieco zakłopotany Hades zaśmiał się nerwowo i powiedział: – Hej, tylko żartowałem.
Sposępniał i zatonął w swoim miejscu na kanapie.
Tymczasem na ekranie sędzia zaczął bić ręką o podłogę, aby po kilku uderzeniach wstać i podnieść do góry ramię Pudzianosa, ogłaszając jego zwycięstwo. Bogowie na kanapie i koło niej wydali z siebie długie, zawiedzone: „Ej!”.
- Przecież to nie była walka tylko jakieś kpiny! – skomentował Fantasmos.
- Ledwie się zaczęło i już koniec? – marudził Posejdon.
- Nejmanes nawet się nie bronił – dodał Dionizos.
- I nikt nie zginął… – wtrącił Hades, ale tym razem jego wypowiedź przeszła mimo uszu.
Wszyscy wstali ze swoich miejsc, olewając patetyczną i nie mającą ładu i składu wypowiedź Pudzianosa. Kiedy minął pierwszy szok, do Aresa wreszcie dotarło, że jego człowiek wygrał. Bóg wojny wziął największy dzbanek wina i zaczął pić go do dna, robiąc tylko małe przerwy między jednym łykiem a drugim, aby podroczyć się z Apollem.
- I kto tu jest mistrzem?! I kto tu jest mistrzem?!
- Ares! – wrzasnęli Dejmos i Fobos.
- A kto jest frajerem?! – spytał Ares.
- Apollo! – odpowiedzieli jego dwaj synowie.
- Tak, tak, zrozumiałem! – odparł z irytacją Apollo. – A teraz bądźcie cicho! To żenada!
- Żenada? – Ares podniósł brwi, po czym krzyknął: – To jest SPARTAAAAAAAAA!
- Wiesz co? – powiedział Asklepios. – Ten dowcip też był żenujący.
Impreza zaczęła się rozkręcać. Bogowie pili wino, rozmawiali, jedli i żartowali. W którymś momencie Apollo podszedł do Hermesa i uśmiechnął się do niego w sposób, który wydał się posłańcowi co najmniej podejrzany.
- Co ty na to, abyśmy wymknęli się do dziewczyn? – spytał, zacierając ręce.
Hermes spojrzał na brata, jedną brew podnosząc, a drugą marszcząc.
- Ile ty masz lat? Czternaście?
- Nie mów mi, że nie chcesz. Twoje usta mówią: „nie”, ale oczy: „tak”.
- Tak naprawdę moje oczy mówią: „nie chcę dostać w zęby, więc poszukaj innego frajera, Apollo”.
Zaraz z szybkością błyskawicy pojawił się podekscytowany Tanatos.
- O czym rozmawiacie? O czym rozmawiacie? O czym rozmawiacie?
- Ten idiota chce iść do bogiń – wyjaśnił Hermes, wskazując Apolla kciukiem. Mina Tanatosa zrzedła.
- Po kiego grzyba? – spytał Apolla z ponurym wyrazem twarzy.
- No, przecież wiem, że chcecie wiedzieć, co one takiego robią, kiedy nas nie ma.
- Tak właściwie – Tanatos dotknął swojej brody w zamyśleniu – to nie jest taki głupi pomysł.
- Apollo, złotko – Hermes objął brata ramieniem. – Dzisiaj jest męski wieczór, więc większość facetów nie chce nawet myśleć o dziewczynach. Sam niedawno narzekałeś na Muzy.
- Jestem pewien, że znajdzie się sporo samców, którzy będzie chcieli się wybrać na podglądanie grupy samic, które w swoim własnym, zamkniętym towarzystwie mogą robić albo mówić coś NAPRAWDĘ interesującego – odparł bóg sztuki uśmiechając się w okropnie pewny siebie sposób.
- OK, no to sprawdźmy – oświadczył Hermes.
I wzniósł się w powietrze tak, aby być dobrze widocznym przez wszystkich bogów. Następnie gwizdnął, aby zwrócić na siebie ich uwagę. Po chwili ich spojrzenia były skierowane na wiszącego w powietrzu Hermesa. Posłaniec bogów był pewien, że nikt nie będzie chciał pójść słuchać i oglądać kobiet, na które przecież dzisiaj narzekał.
- Hej, ludzie – zaczął. – Apollo wyszedł z inicjatywą, aby pójść podsłuchać nasze drogie panie! Co wy na to?!
- No jasne! – Ozwał się jeden wielki, radosny krzyk.
- Kiedy idziemy?! – zapytał Dionizos.
To kompletnie zaskoczyło Hermesa. Nie do wiary. Najpierw na nie narzekają, a potem chcą je podglądać. No cóż… Trzeba było zaktualizować swoje poglądy na temat męskiej psychologii.
Melpomena: I tak oto bogowie poszli pod miejsce, gdzie przebywała cała żeńska część Olimpu.
Kalliope: W sumie jak teraz to wspominam, to czuję się trochę głupio. Kurde, jakie oni musieli  mieć wtedy głupie myśli!
Narrator: Ekhm… Drogie panie…
Boginie siedziały na chmurze, ubrane w nocne koszule i piżamy. Naokoło nich rozstawione były grube, jońskie kolumny. Światła podczas tego brunatnego wieczoru użyczyły migoczące gwiazdy i wiszące na kolumnach lampy oliwne. Bogowie podsłuchiwali w różny sposób – jedni (na przykład, Zeus, Morfeusz i Fantasmos) przemieniali się w muchy albo inne ledwo widoczne stworzenia; inni (jak Ares, Hefajstos, Posejdon, Dionizos albo Hades) spoczęli na pobliskich chmurach i z bezpiecznej odległości przyglądał się wszystkiemu; jeszcze inni, jak Apollo czy Hermes, schowali się po prostu za kolumnami.
Hermes nie mógł uwierzyć, że to robi. Czuł się jak dzieciak zaglądający do damskiej szatni, nie chcący jednak wpaść z tego powodu w tarapaty, a więc bardzo zdenerwowany. Ale cóż, znając życie, jak już zostaną przyłapani, będzie im potrzebny jego zmysł negocjatorski (właśnie dlatego wziął ze sobą swój kaduceusz). Poza tym jakaś jego część jednak chciała wiedzieć, o czym boginie rozmawiają tak między sobą.
A na razie nie rozmawiały o niczym interesującym (z męskiego punktu widzenia). Z tego, co bogowie zdążyli się zorientować, rozmawiały o tym, co będą robić, kiedy nadejdzie wiosna. Afrodyta żaliła się na to, że będzie miała sporo pracy z zakochanymi parami, Demeter odpowiedziała, że jako bogini urodzaju, będzie musiała przystroić wszystko kwiatami i wynagrodzić rolnikom ich ciężką pracę w czasie jesieni. Inne boginie również coś mówiły, ale bogowie nie zwracali na to większej uwagi. Po jakimś czasie cały entuzjazm poukrywanych po okolicy facetów zaczął powoli słabnąć.
- Hej, dziewczyny – odezwała się nagle Atena, która też miała już dość rozmów o wiośnie. – Może byśmy tak zagrały w butelkę?
Bogowie się nagle ożywili. Inne boginie się zgodziły na jej propozycję i usiadły naokoło. Atena zmaterializowała w rękach jakąś butelkę i postawiła ją na małym stoliczku, okrążonym obecnie przez resztę kobiet. Kiedy chłopaki usłyszeli odgłos wprawianej w ruch, a potem wirującej butelki, poczuli jak rośnie napięcie. Niebawem odgłos stawał się coraz cichszy i cichszy, aż w końcu ucichł, co oznaczało, że butelka się zatrzymała. Siedzący wraz z Hadesem na pobliskiej chmurze Posejdon zamarł, kiedy szyjka butelki wskazała jego żonę.
- No, Amfiryto – odezwała się Afrodyta, opierając się łokciami na stole. W końcu wypowiedziała formułkę: – Pytanie czy zadanie?
- Pytanie – odpowiedziała, czy też może raczej wyśpiewała Amfiryta.
- Dobrze – odparła bogini miłości. Była w jej głosie jakaś nienaturalna złośliwość. – W takim razie powiedz nam najbardziej wstydliwy sekret Posejdona.
Król mórz zbladł na te słowa. Już sobie wyobraził ten moment, kiedy jego żona powie: „Och, to proste. Po-Po ma czasem mokre sny…” Jeśli reszta bogów się o tym dowie, Posejdon będzie zgubiony. Splótł ręce w błagalnym geście i zaczął szeptać przymilnym tonem:
- Błagam cię, serdeńko. Będę spuszczał klapę w wychodku, będę robił porządki i w ogóle zrobię wszystko, o co tylko mnie porosisz, ale, błagam, nie rób mi tego…
Amfiryta zastanawiała się przez chwilę, która zdawała się jej mężowi wiecznością. W końcu jednak uśmiechnęła się szeroko i odparła radosnym tonem:
- Największym sekretem Po-Po jest to, że ma chore zatoki.
- Dzięki – pisnął z wdzięcznością król mórz – zawsze mogłem na ciebie liczyć, kochanie.
- Zatoki? – spytała z mieszanką niedowierzania i niezadowolenia Afrodyta.
Uśmiech Amfiryty zrzedł i żona Posejdona powiedziała z irytacją:
- Tak, zatoki – Złapała za butelkę. – A teraz idźmy dalej.
Przekręciła flaszkę, która zaczęła się gwałtownie kręcić naokoło własnej osi. Po chwili zatrzymała się na Hestii, której oczy rozszerzyły się. Bogini domowego ogniska spuściła wzrok. Tym razem to na twarzy Ateny pojawił się złośliwy uśmieszek.
- No, Hestio. Pytanie, czy zadanie?
Hestia odchrząknęła, po czym zaczęła masować ręką swoją szyję, mając wrażenie, że się poci. Jej milczenie potęgowało jeszcze napięcie. Hermes właściwie rozumiał jej wahanie. Jeśli Hestia wybierze pierwszą opcję, mogła spalić się ze wstydu, odpowiadając na jakieś żenujące pytanie. A jeśli wybierze zadanie, być może będzie musiała zrobić coś, co upokorzy ją jeszcze bardziej. Właściwie Hermes sam nie wiedział, co by wybrał.
- Pytanie – oświadczyła bogini ogniska domowego, tym razem pewnym siebie tonem.
Hermes tylko przytaknął ze zrozumieniem. Ostatecznie pytanie było bezpieczniejsze.
- Gdybyś miała spędzić romantyczny wieczór z Dionizosem, Hadesem albo Hefajstosem, to z którym z nich?
Wymienieni mężczyźni najpierw się zdumieli, a potem zmarszczyli brwi i nastawili bardziej ucha. Tymczasem Hestia spojrzała na Atenę chłodno.
- Musiałaś wybrać tych trzech, musiałaś.
- Hej – Atena wzruszyła ramionami – jaka frajda byłaby z dania ci do wyboru samych przystojniaków?
- I czemu mieszasz w to mojego męża? – spytała Afrodyta, rzucając Atenie piorunujące spojrzenie. Bogini mądrości westchnęła, po czym powiedziała:
- No, dobra. To może zmieńmy Hefajstosa na… – urwała, aby się przez chwilę zastanowić. Wszystkim bogom zaparło dech w oczekiwaniu, dopóki Atena nie doznała olśnienia i nie wykrzyknęła z entuzjazmem: – Na Hermesa!
Posłaniec bogów oniemiał. A potem spojrzał na stojącego za sąsiednią kolumną Apolla, który patrzył na niego z zakrytymi ręką ustami, aby stłumić swój chichot. Hermes wiedział, że nie jest zbyt przystojny, no, ale to już było świństwo!
- A więc każesz mi wybierać między randką z facetem, którego piwny brzuszek sięgnął już pasu Oriona…
- Jeśli już to winny brzuszek – wyszeptał obrażony Dionizos.
- …gościem, którego bałabym się zabrać do kawiarni, bo jego fryzura mogłaby zapalić firanki i obrus…
- Nagle poczułem silną chęć spalenia Hestii na najbliższej uczcie jej fon di – powiedział do sąsiada Hades.
- … i chuderlawym jazzmanem?
- Chuderlawym? – Hermes popatrzył po sobie. Rzeczywiście nie był zbyt umięśniony… ale „jazzman” nie brzmiał wcale tak źle.
- To kogo wybierasz? – zapytała Atena. Wszyscy trzej „kandydaci” wytężyli słuch.
- Hades odpada już na samym początku. Dionizos, hmm… pewnie podczas romantycznej kolacji musiałabym znosić jego „nienaganne” maniery przy stole. W ogóle pewnie cały repertuar na randkę łudząco przypominałby któryś z jego bachanaliów.
- No, pewnie tak – przyznała Afrodyta, po czym wstała, oparła ręce na biodrach i zaczęła tubalnym głosem przedrzeźniać boga wina: – „Chodź, pójdziemy na jednego… No… Właściwie to na cztery beczki.”
- „Uwalimy się pod stołem” – Artemida przejęła inicjatywę – „i tyle będziemy pamiętać z tego wieczoru, że zmasakrowaliśmy całe wyposażenie tej knajpy.”
Hermes i Apollo zachichotali jeszcze głośniej (ale wciąż dość cicho, aby się nie zdradzić).
- Tak, to Dionizos – odparł Apollo, tłumiąc z trudem śmiech.
- Ares też byłby świetny – zmieniła temat Atena, podnosząc się na równe nogi i odchrząkając.
- O, nie. Nawet o tym nie myśl – syknął bóg wojny. Ale jego siostra, nie tylko o tym pomyślała, ale i to zrobiła.
- „Hej, ile to czasu minęło od ostatniej wojny? Hm… całkiem dawno to było. Jak tak, to jakąś zacznę. Hefajstos, daj mi jakąś broń…”
- „Tutaj, Aresie!” – zawołała Afrodyta, tym razem grając rolę swojego męża. – „Tylko się nie poparz! I nie popsuj, bo zabiję!”
- „Ktoś coś mówił o wojnie?” – zawołała Hestia, najwyraźniej jako Hades. – „Ares, dziecino, tylko nie bierz jeńców.”
- „Żadnych bitew morskich o drugiej w nocy, bo parę moich rekinów zeżre wam statki!” – zagroziła Amfiryta, udając Posejdona.
- „Spokojnie, jakby co ululam cię do snu” – powiedziała Demeter spokojnym i cichym tonem, który miałaby jakoby należeć do Morfeusza.
- „A ja ci ześlę jakiś fajny koszmar. Buahahaha” – Persefona nie omieszkała przyjąć roli Fantasmosa.
- „To ja ci zagram kołysankę na mojej lirze!” – zaofiarował się Apollo grany przez Melpomenę. – „Ops… znowu się zepsuła…”
Hermes zachichotał, spoglądając na brata, któremu właśnie przestało być do śmiechu. Nagle wśród bogiń zapanowała cisza, bowiem uśmiechnięta Hera podniosła się ze swojego miejsca, przyjęła wyprostowaną postawę, spoważniała i odchrząknęła. A potem powiedziała groźnym tonem:
- „Co wy tu wszyscy robicie?”
- „Oni chcą wywołać wojnę, szefie” – wyjaśniła Kalliope radosnym tonem Hermesa. Mówiła jakby nosowo.
- Ja naprawdę tak brzmię? – spytał Hermes Apolla.
- Mniej więcej – odparł jego brat.
- „Wojnę?!” – Trzeba było przyznać, że Hera potrafiła świetnie naśladować wściekły ton swojego męża. – „Zapomnijcie! Po ostatniej wojnie nawet po sobie nie posprzątaliście!”
- „Ale… ale… już od dawna nie było żadnej wojny!” – argumentowała Atena jako Ares. – „Ja się nudzę, do jasnej cholery! I chłopaki ze Sparty też!”
- „Mimo to nadal mówię: nie!”
- „Ty to potrafisz zepsuć każdą zabawę” – marudził Hades, czyli Hestia.
- „Hm…” – powiedziała Hera. – „Odnoszę wrażenie, że o czymś zapomniałem… Właściwie po co się tu zgromadziliśmy?”
- „Mieliśmy ustalić przebieg zimy na najbliższy rok, szefie” – wytłumaczył Hermes-Kalliope.
- „A tak! Prawda!” – Hera powiedziała to w taki sposób, że wszystkie boginie wybuchły śmiechem.
Hermes również się śmiał, choć bardzo się starał zachować spokój. Po chwili jednak podleciał do niego Zeus w postaci muchy. Hermes natychmiast spoważniał i odchrząknął. Król wszystkich bogów rozkazał:
- Powiedz reszcie, że się stąd zbieramy i wracamy na naszą imprezę.
- Tak jest, szefie.
Hermes szybko umknął ze swojej kryjówki i przekazał reszcie bogów wiadomość od Zeusa. Prawdę mówiąc, większość z nich nie miała nic przeciwko, a nawet dziwili się dlaczego dopiero teraz. W oddzielnych grupach, ale jednak kierowali się w stronę, z której przyszli. Po jakimś czasie zeszli się w jedną, ponurą grupę facetów ze zwieszonymi głowami i grymasami niezadowolenia na twarzach.
Sam Hermes, zanim przyśpieszył kroku i dołączył się do ponurego Apollo, ułowił jeszcze uchem fragment rozmowy bogiń, które powoli zaczęły się już uspokajać po swoim masowym wybuchu głupawki.
- Czyli wypada na to, że wyszłabyś z Hermesem – zabrzmiał głos Ateny.
- No, z tych trzech, których mi podałaś, on wydaje mi się najbardziej znośny – przyznała Hestia.
Hermes tylko uśmiechnął się do swoich myśli. Musiał przyznać, że panie potraktowały go w dość łagodny sposób i że – mimo wszystko – miejscami miały rację. Zebrania na Olimpie wyglądały mniej więcej tak, jak to pokazały. Aczkolwiek reszta facetów w Panteonie mogła mieć pewne obiekcje. Ale cóż… grunt to autoironia.
Kiedy tylko bogowie dotarli do sali bankietowej, zapanowała niezręczna cisza. A potem Apollo się odezwał:
- No, panowie, mówiłem, że to nie był dobry pomysł, ale wyście się uparli…
- Hipokryta – szepnął do siebie Hermes.
-To była normalnie totalna masakra! – wykrzyknął Dejmos.
- Już nigdy więcej podglądania bogiń – powiedział Tanatos ,a Hypnos dodał:
- Niech ten wieczór pozostanie męskim wieczorem.
Znów nastała cisza, ale została przerwana przez gromki wybuch śmiechu bogów, którzy przypomnieli sobie znów ich całkiem udane parodie. Zeus śmiał się z Hadesa, Ares z Posejdona, Tanatos z Dionizosa, Fantasmos i Morfeusz z siebie nawzajem. Co by nie mówić – ich własne karykatury mogły im się nie podobać, ale fajnie było pośmiać się z innych. Wrażenia z wizyty na damskim wieczorze jeszcze długo pozostały w ich pamięci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz