piątek, 1 lutego 2013

[FF: Herkules] Opowieści hermesowe - rozdział 1

[Pamiętajcie o słowie wstępnym!]

Dzień wolny

Narrator: Olimp. Siedziba bogów greckiego Panteonu. To tutaj mieszkają: Hefajstos, boski kowal i jego żona, Afrodyta…
Hefajstos przerwał swoją pracę, kiedy tylko do jego pracowni wkroczyła Afrodyta. Spojrzał na żonę od stóp do głów i wydał z siebie pomruk zadowolenia, a być może nawet zalotności. Zaraz jednak zorientował się, że Afrodyta trzyma w rękach kilka zwojów i skrzywił się.
- Co? Znowu będziemy mieli gości? Nie masz już dość tych rodzinnych obiadków?
- No, przecież tu się można zanudzić – marudziła bogini miłości. – Ja nie mogę całe życie spędzić pod kloszem, bo Panu Kowalowi nie chce się ruszyć ze swojej szopy.
- To warsztat kowalski, kobieto – warknął Hefajstos.
Afrodyta nic nie odpowiedziała, tylko włożyła dwa palce do ust i gwizdnęła. Po chwili wleciał do środka Hermes. Gorąco warsztatu sprawiło, że na jego czole pojawiły się małe kropelki potu. Zaraz jednak zlokalizował boginię, która go wezwała, i podleciał do niej. A potem zmarkotniał, zobaczywszy ilość zwojów.
- W czym mogę służyć? – spytał.
Afrodyta podała (a właściwie rzuciła) mu do rąk zwoje.
- Zanieś to wszystkim bogom – powiedziała, a kiedy Hermes zaczął się kierować w stronę wyjścia, dodała nagle: – Aha, i liczę na to, że też się pojawisz.
Hermes uśmiechnął się.
- Miło, że mnie zapraszasz, ale mam trochę pracy po południu.

Narrator: Apollo, bóg wszelkich sztuk i opiekun Muz…
- Hermesie! Hermesie! – odbijało się po całym pomieszczeniu.
To był Apollo. Hermes natychmiast przyleciał na wezwanie swojego brata, które graniczyło wręcz z lamentem. A to oznaczało tylko jedno i kiedy posłaniec bogów wreszcie się pojawił, zobaczył dokładnie to, czego się spodziewał – ten idiota, Apollo, znowu popsuł swoją lirę. A tak Hermes się namęczył, aby ją zrobić ze skorupy żółwia i cielęcych jelit… Ale kiedy tylko spojrzał w te wielkie, smutne oczka jego brata, wiedział, że się nie wymiga.
Hermes tylko westchnął. Przełożył zwoje pod jedną pachę, a pod drugą umieścił lirę. Zębami wyciągnął zwój z zaproszeniem, który przeznaczony był dla Apolla. Gdy wreszcie bóg sztuki go odebrał, Hermes ruszył dalej.
Narrator: Dionizos, bóg wina…
Dionizos ledwo się obudził. Jego powieki zdawały się być opuchłe, głowa bolała go tak bardzo, że chciał poprosić Hefajstosa, aby ją rozbił; a wielka plama na podłodze jakiś metr dalej świadczyła o tym, że kolejna impreza była bardzo udana. Jedyne, czego teraz chciał, to święty spokój. Niestety nie było mu to dane.
Hermes podleciał znienacka tuż pod jego twarz i uśmiechnął się szeroko. Widząc jednak stan, w jakim był Dionizos, natychmiast się oddalił o dwa kroki. Niechcący upuścił lirę, a dźwięk instrumentu uderzającego o podłogę był dla skacowanego boga wina jak cholerne głośny trzask. Dionizos skrzywił się, chwycił pierwszą rzecz w zasięgu ręki, czyli złoty dzbanek, i rzucił z impetem w Hermesa, który zrobił szybki unik. Dzbanek trafił w kolumnę, co było odgłosem o wiele bardziej nieprzyjemnym. Posłaniec bogów położył więc szybko zwój dla Dionizosa na stole, podniósł lirę i dokonał taktycznego odwrotu, pochylając się przed miotanymi w jego stronę przedmiotami.
Narrator: Ares, bóg wojny, i Atena, bogini mądrości…
- A właśnie, że nie! – wrzasnął Ares.
- A właśnie, że tak! – odparła Atena.
- A właśnie, że nie, ty idiotko!
- A właśnie, że tak, ty ignorancie!
Tak mniej więcej zastał ich Hermes. Westchnął głęboko. Spróbował ustalić, która to kłótnia miedzy Ateną i Aresem w tym dniu, ale nie potrafił. Wisiał jakiś czas, myśląc o tym, czy powinien im przerwać i wręczyć im zaproszenia, czy też poczekać dłuższą chwilę, aż skończą. Ponieważ lira i zwoje mu strasznie ciążyły, położył je na bok. Wyciągnął zza pasa swoją laskę – kaduceusz – i postanowił po raz nie wiadomo który załagodzić ich spór.
- Dobra, o co poszło? – spytał zrezygnowanym tonem.
Oboje spojrzeli na niego piorunującymi wzrokami, ale się nie przejął. Pierwszy odezwał się Ares, wskazując Atenę palcem:
- Ta idiotka śmie twierdzić, że jest boginią wojny…
- Boginią sprawiedliwej wojny, kretynie.
- Nieważne. Ważne, że to ja jestem jedynym i niepowtarzalnym bogiem wojny. To moja fucha i nikogo innego.
- Posłuchaj, Aresie, jestem boginią mądrości i sprawiedliwej wojny, czy ci się to podoba, czy nie, więc bądź cicho. Hermesie, powiedz mu coś!
- Właściwie to ona ma rację – odparł Hermes. Ares wytrzeszczył na niego oczy.
- Co?! – wykrzyknął.
- Wiesz, Aresie, problem polega na tym, że czasem wchodzimy sobie w kompetencje. Na przykład Atena jest boginią mądrości, ale opiekunem Muz, w tym również patronki astronomii – Uranii, patronki historii – Klio, oraz patronki filozofii i retoryki, czyli Kalliope, jest Apollo. Z drugiej strony ja wynalazłem pismo, a nie muszę się zajmować tymi Muzami, które odpowiadają za dramaty i poezję. Afrodyta jest boginią miłości, ale to Hera zajmuje się małżeństwem. Ale nie łam się, stary – poklepał Aresa po plecach. – Atena jest boginią wojny sprawiedliwej, a nie są one zbyt liczne w dzisiejszych czasach.
Wydawali się być przekonani, bo milczeli. Hermes wyszukał wśród zwojów zaproszenia dla Aresa i Ateny i wręczył im je. Następnie wziął swój bagaż i ruszył dalej. Zmarnował już bardzo dużo czasu.
Narrator: A także Zeus, król bogów, i Hera, jego żona…
Hermes był już prawie u wszystkich bogów i pozostały mu do przekazania tylko trzy zwoje: dla Zeusa, Hery i Hadesa. Ponieważ ten ostatni zwój mógł przekazać później, kiedy będzie prowadził zmarłych do krainy umarłych, wolał najpierw zawitać do szefa i szefowej.
Wzniósł się w powietrze i podleciał na tyle blisko do Zeusa, aby spojrzeć mu w oczy. Będzie dobrze – powtarzał sobie. Przekaże szefostwu zaproszenia i będzie mógł wrócić do swoich spraw… O ile Zeus nie wpadnie na jakiś głupi, nierealny pomysł.
- Szefie, Afrodyta pragnie zaprosić ciebie i twoją szanowną małżonkę na obiad.
- Co? Znowu? – zdziwił się Zeus, odebrawszy zwój. – Przecież wczoraj też urządzała obiad. Robi to od ponad miesiąca.
- Kochanie, wypadałaby przyjść. Wiesz dobrze jak ona się stara…
- No, niech będzie. Przyjdziemy.
Hermes zaczął kierować się do Hadesu, rad, że wszystko poszło tak szybko, kiedy nagle usłyszał za sobą głos Zeusa:
- Aha, i jeszcze jedno, Hermesie.
Niech to…
- Tak, Zeusie? – westchnął Hermes i odwrócił się.
- Chcę, abyś przyniósł tę wiadomość Hadesowi.
Zeus wyciągnął z togi cienki, szarawy zwój. Hermes wzruszył ramionami, bez entuzjazmu podleciał do króla wszystkich bogów i wziął z jego ręki wiadomość. No trudno. Przynajmniej miał po drodze. Tylko najpierw odniesie do swojej siedziby lirę Apolla.
Narrator: Posejdon włada morzami, Hades światem umarłych…
Hermes policzył jeszcze raz wszystkie dusze tych, którzy tego dnia umarli, a po upewnieniu się, że żadnej nie brakuje i że każda miała obola dla Charona, otworzył bramę i wpuścił je do środka. Kiedy dusze ustawiły się w kolejce do rzeki Styks, on przeleciał nad nimi i szybko przedostał się do komnaty Hadesa. Po drodze zobaczył jak Ból i Panika obijali się tuż przed Wodą Zapomnienia, czekając zapewne na nowe rozkazy od swego pana. Król podziemnego świata właśnie oglądał w lustrze swoją jarzącą się niebieskim światłem płomienną fryzurę.
Posłaniec bogów wylądował tuż za Hadesem i poklepał go palcem w ramię, aby zwrócić na siebie jego uwagę. Twarz Hadesa w lustrze skrzywiła się i pan podziemi odwrócił się w stronę Hermesa.
- Czego? – warknął.
- Mam dla ciebie dwie wiadomości, Hadesie – odparł Hermes i wyciągnął oba zwoje. – Pierwsza to zaproszenie na obiad u Afrodyty, a drugi to list od Zeusa.
Hades bez słowa odebrał szarawy zwój, rozwinął go powoli i przeczytał. Z każdą chwilą jego twarz wyrażała coraz większe rozdrażnienie, które malowniczo odzwierciedlała zmiana koloru skóry z szaro-niebieskiej na ognisto-pomarańczową. Hermes zaczął się ostrożnie wycofywać, węsząc niebezpieczeństwo, ale ostatecznie nie zdążył umknąć z pola rażenia kiedy bóg zaświatów przerwał lekturę i rzucił zwój w jego stronę. Pocisk trafił w ścianę, ale rozjuszony Hades uformował w swoich rękach kule ognia, którymi począł miotać je w uciekającego Hermesa. Pierwsze dwa nie trafiły w cel, ale już następna kula przypaliła Hermesowi skrzydełka u sandałów.
- Zeus myśli, że jest taki wielki i wspaniały, bo jest królem bogów! – wrzasnął Hades, rzucając w stronę posłańca kolejne dwie ogniste kule. Hermes aż podskoczył, kiedy jedna z nich trafiła w jego siedzenie. – Ja mu pokażę! Dowie się, że nie wolno drwić z Hadesa!
Na szczęście Hermesowi udało się umknąć z komnaty, nim oberwał jeszcze bardziej. Oparł się o pobliską ścianę i odetchnął z ulgą. Ból i Panika natychmiast zwrócili na niego uwagę.
- Wasz szef jest naprawdę kopnięty – powiedział Hermes.
- Ty chociaż widujesz go raz na dzień – odparł Panika.
- My to mamy przez całą dobę – dodał Ból. – Czasem naprawdę ci zazdroszczę, Hermes.
- Nie musisz siedzieć całymi godzinami w jakiejś ciemnej dziurze i nie jesteś narażony na mobbing. Twoje warunki pracy są całkiem przyjemne. Założę się też, że wszyscy cię doceniają.
- Taaak – odrzekł Hermes, odwracając wzrok. A potem znów spojrzał na pomagierów Hadesa i odszedł od ściany. – Do jutro, chłopaki.
Narrator: Artemida była boginią łowów i lasów, Demeter – plonów, a Hestia – patronką domowego ogniska. Ci wspaniali bogowie…
Kalliope: Hej, Bob, nie zapomniałeś o kimś?
 Narrator: Zobaczmy (dźwięk przewracanych kartek) Hefajstos, Afrodyta, Atena, Ares… (nieartykułowane szepty) Nie. Są wszyscy.
Melpomena: A Hermes? Jak mogłeś zapomnieć o Hermesie, Bob? To główny bohater tej opowieści!
Narrator: Ja… to znaczy… No, właśnie miałem do tego przejść.
Kallipe: To przechodź szybciej, Bob.
Narrator: Ekhm… (bardziej pewnie) Hermes, posłaniec bogów…
Hermes przeleciał przez kilka chmur w Olimpie, po czym wyciągnął z togi listę rzeczy do zrobienia. Mruknął pod nosem i usiadł na pobliskim obłoku, przeglądając zwój od góry do dołu.
- Zobaczmy… Przekazać Aresowi, żeby Spartanie nie zaczepiali Ateńczyków… – Ściągnął swój kapelusz i przyjrzał się mu. Strzała wystrzelona przez boga wojny nadal tkwiła w rondzie, niebezpiecznie blisko głowy. – Zrobione… – Wrócił do listy. – Przekazać Atenie, żeby Ateńczycy nie zaczepiali Spartan… Zrobione… Odebrać dla Dionizosa nowy lek na kaca Asklepiosa… Zrobione… Załatwić catering na obiad Afrodyty… Zrobione. Swoją drogą powinienem poprosić o jakąś refundację kosztów, bo Hestia zedrze ze mnie ostatnią togę.
 Narrator: Patron podróżnych, wędrowców i złodziei. Odprowadza dusze zmarłych do Hadesu. Jego rola gońca na górze Olimp jest bardzo odpowiedzialna.
Melpomena: Święta prawda. Hermie ma opinię faceta, który potrafi załatwić wszystko. Tylko go wezwać i poprosić. Ale powróćmy do naszej historii.
Hermes powrócił do swojej siedziby bardzo późno. Opadł na szezlong, westchnął głęboko i ściągnął z nóg skrzydlate sandały, które zrobiły nad nim kilka okrążeń jak dwie wyjątkowo upierdliwe muchy. Rozdrażniony bóg pacnął je jednym ruchem otwartej dłoni i sandały zatrzymały się tuż przed nim.
- Jeszcze wy mnie musicie wkurzać?
Jego obuwie potulnie spoczęło na podłodze. Tymczasem Hermes ściągnął z nosa różowe okulary i postawił na pobliskiej kolumience. Położył się na szezlongu, złączył ręce i oparł je na brzuchu. Następnie wydał z siebie kolejne głębokie westchnienie.
Dzień w dzień to samo. Latanie z jednego końca Olimpu na drugi, prowadzenie dusz do Hadesu, naprawianie liry Apolla (no bo ten dzieciak, oczywiście, nie potrafił naprawić jej sam), czuwanie nad podróżnymi i złodziejami (Ares musiał, po prostu MUSIAŁ ustanowić zwyczaj, aby w Sparcie chłopaki musieli na próbę kraść lisy i dostawać wciry za każdym razem, kiedy zostali złapani i to głównie za to, że w ogóle dali się złapać)… Tak więc po załatwieniu wszystkich obowiązków Hermes był zbyt sterany i obolały, aby zająć się sobą. Ostatnio był dosyć rozdrażniony, lecz każdy byłby na jego miejscu. Stres, długie godziny pracy, a do tego częste znoszenie humorów bogów, kiedy tylko wiadomość była nie po ich myśli… Doprawdy, nie był człowiekiem, ale nie był też maszyną.
Jakże wspaniale byłoby pewnego dnia nie musieć nic robić. Gdyby miał jeden dzień tylko dla siebie, mógłby po prostu wylegiwać się do południa w łóżku albo wybrać się na plażę, albo zajrzeć do Phila i Herkulesa, albo poczytać, albo… Och, możliwości były nieskończone. Tylko jeden dzień. Chyba tyle wystarczyłoby, aby się rozluźnić. Potrzebował odpoczynku, to pewne. Potrzebował chociaż jednego wolnego dnia, bo inaczej zwariuje.
Hermes sięgnął po okulary i włożył je z powrotem na nos. Następnie pstryknął palcami i stworzył kamienną tabliczkę, młotek i dłuto. Usiadł przy pobliskim stole. Przez jakieś dwie minuty wyrył na tablicy napis: „Niniejszym ogłasza się, że bóg Hermes ma dzisiaj wolne, a więc nie załatwia żadnych spraw, nie reaguje na wezwania i nie przyjmuje zleceń. Za utrudnienia przepraszamy.” Następnie zawiesił tabliczkę na swoich drzwiach i poszedł spać.           
Następnego dnia Hermes obudził się wcześnie rano. Rydwan Apolla najwyraźniej dopiero zaczynał swoją trasę, bowiem niebo było różowawe. Pierwsza myśl jaka przeszła przez głowę Hermesa było poczucie obowiązku. Zaraz jednak przypomniał sobie, że dzisiejszy dzień jest jego dniem wolnym, tak więc zamknął swoje ociężałe i zaspane oczy i zdrzemnął się jeszcze przez jakiś czas. I choć nic mu się nie śniło (przecież jest dzień, Morfeusz ma fajrant), cieszył się samym beztroskim wylegiwaniem się w ciepłym łóżku.
Niestety trwało to zaledwie do momentu, w którym niebo stało się niebieskie. Wtedy właśnie inni bogowie obudzili się ze swojego snu, pozjadali sute śniadania i przystąpili do swoich codziennych obowiązków, a co za tym idzie – Hermes mógł usłyszeć pierwsze wezwania – pogwizdywania, nawoływania, pstryknięcia palcami i inne wyjątkowo niesubtelne i niegrzeczne próby ściągnięcia go do siebie. Jakby nagle cały Olimp zapomniał o słówku „proszę”.
Hermes usiadł w łóżku i przetarł ręką zaspane oczy. Ale jeszcze nie wstawał, jeszcze nie zakładał skrzydlatych butów i jeszcze nie ruszał się ze swojego domu, aby zacząć swój zwyczajny dzień pracy. Na razie siedział tylko w łóżku i myślał, podczas gdy nawoływania bogów robiły się coraz głośniejsze i coraz bardziej niecierpliwe.
Cóż, mógł się tego spodziewać. Ostatecznie nie wszyscy musieli zatrzymać się przy jego drzwiach i nie wszyscy mieli sposobność zobaczyć tablicę z ogłoszeniem. Może powinien był im to powiedzieć osobiście? Ale Hermes wzruszył tylko ramionami i wstał. Jak będą dość wytrwali, przyjdą tutaj osobiście i zostaną oświeceni. Nic nie miało prawa zakłócić jego wolnego dnia. Choćby nawet sam Zeus miał tutaj przyjść, Hermes nie zamierzał robić dzisiaj nic, co jest związane z pracą.
Posłaniec bogów usiadł przy stole i pstryknął palcami. Po chwili pojawił się przed nim półmisek owoców, dzbanek mleka i pusta czarka. Kiedy nalewał do niej mleko, poczuł nagłe kopnięcie w nogę. Zdziwiony spojrzał na dół i natychmiast zorientował się, że pod stołem stoją jego skrzydlate sandały, trzepocząc niecierpliwie. Uśmiechnął się tylko złośliwie.
- Nie wiecie, chłopaki? Mamy dzisiaj wolne.
Mimo to same weszły na jego stopy i same się zawiązały.
- Zapomnijcie. Nie ruszam się stąd.
Całe szczęście, że nie wpadły na pomysł, aby go zaciągnąć do roboty siłą. Zresztą, pewnie pomysł wolnego dnia podobał im się równie bardzo, co Hermesowi. W trakcie spożywania śniadania i olewania (z trudem, bo z trudem, ale jednak) nawoływań innych bogów, Hermes zastanawiał się jak spożytkować cały ten wolny czas. Po chwili pstryknął palcami, gdyż przyszła mu do głowy pewna myśl.
Kilka minut później szedł po ulicach Aten, ubrany w długą tunikę z kapturem (na szczęście była dość długa, aby zakryć fakt, że nie szedł, tylko lewitował kilka centymetrów nad ziemią). Przebranie działało. Żaden śmiertelnik go nie rozpoznał. Dziwnie się czuł, chodząc tak pośród zwykłych ludzi, jednak starał się poszukać czegoś ciekawego do roboty, bo jarmarczne widowiska go nie interesowały (kiedy widziałeś całe dnie jak fryzura Hadesa wybucha niebieskim płomieniem, połykacz ognia nie wydawał ci się już taki twardy). Świeże powietrze byłoby nawet miłe, gdyby nie to, że było tutaj tak głośno, że głowa Hermesa bolała go, jakby stado harpii wrzeszczało mu do uszu.
Przeszedł się nieśpiesznie po rynku, podziwiając wielkie i piękne budynki (Perykles naprawdę się spisał), oraz sunące po jezdniach rydwany. Od czasu do czasu zatrzymywał się przy jakiejś świątyni i oglądał zamieszczone na nich ornamenty, jednak nie wchodził do środka na wypadek, gdyby posągi w nich będące nagle nie ożyły i nie stały się prawdziwymi bogami. Czasem udawało mu się  zauważyć jakąś interesującą scenę, na przykład jakiś knypek w łachmanach chciał okraść jakiegoś bogato wyglądającego dziadygę. Hermes nie pomógł małemu, ale obserwował jak złodziejaszek zręcznym ruchem podprowadza starcowi sakiewkę, wiszącą tuż koło uda ofiary. Staruszek nawet się nie zorientował…
Ten spacerek zajął Hermesowi jakieś dwie godziny. Niebawem na horyzoncie zaczął piętrzyć się gmach teatru i Hermes ożywił się. Ostatnio widział jakąś sztukę na Festiwalu Sztuk. Jakieś katharsis podczas tragedii albo trochę pozytywnej energii podczas  komedii, byłoby nawet przyjemne. Przyśpieszył, ale po chwili zdał sobie sprawę z tego, że może się tym łatwo zdradzić, więc postawił nogi na ziemi i po prostu pobiegł do teatru jak zwykły śmiertelnik. Podszedł do kas. Kolejka nie była jakaś specjalnie duża, a więc bóg wziął się za oglądanie afiszy.
- „Przeminęło z Eolem”, „Tylko dla feniksów”, „Wojny punickie: Imperium kontratakuje”, „Piraci z Krety: Na krańcu świata”… – mruczał pod nosem Hermes, czytając tytuły sztuk. – Hm… pewnie znowu jakieś wysokobudżetowe gnioty… A to co? – oczy boga rozszerzyły się, a usta nieświadomie ułożyły w radosny uśmiech. Po chwili wyrzucił z siebie szept, który brzmiał jak westchnienie: – „Antygona”.
I już wiedział na, co pójdzie. „Antygonę” widział kilka lat temu i bardzo mu się podobała. Czasem puszczali ją jeszcze raz na festiwalach, a Hermes zawsze ją oglądał przez co znał większość scen na pamięć. Kilka zdań szczególnie mu się podobało. Zresztą, sama historia go urzekła. Smutna, a jednocześnie bardzo prosta. Dlatego też właśnie na tę sztukę zamierzał się wybrać w swój wolny dzień posłaniec bogów. Kiedy wreszcie nadeszła jego kolej przy kasie, Hermes podał kasjerowi monetę i powiedział:
- Poproszę jeden na „Antygonę”.
Kasjer spojrzał na niego ze zdziwieniem, jakby znalazł w niej coś dziwnego.
- Cośty taki siny, chłopcze? – spytał po chwili.
„Chłopcze”? No wiadomo, że bogowie są wiecznie młodzi, ale Hermes miał kilka tysięcy lat. I dotąd był pewien, że wygląda raczej na faceta w średnim wieku.
Bez słowa odebrał od kasjera bilet i wszedł na teren teatru. Według informacji na afiszu i bilecie sztuka zaczynała się za jakieś pięć minut. Miejsce Hermesa znajdowało się bardzo daleko, ale to nawet dobrze, bo teraz akurat nie chciał rzucać się w oczy. Kupił jeszcze orzeszki i cały podekscytowany czekał na początek „Antygony”.
Narrator: Podczas, gdy posłaniec bogów, Hermes, cieszył się swoim wolnym dniem, cały Olimp pogrążył się w chaosie.
Zeus musiał przyznać, że był bezbronny. Stojący przed nim bogowie byli bardzo, ale to BARDZO zdenerwowani, i przekrzykiwali się ze swoimi pretensjami. Zeus patrzył tylko i próbował ogarnąć wszystko, co do niego mówili, w jakąś sensowną całość, jednak mówili jednocześnie i łapał tylko co drugie zdanie. Gdyby Hermes tu był, doprowadziłyby ich do porządku. W końcu Zeus nie wytrzymał.
- CIIIIIIIIIISZA! – wrzasnął i wszyscy się uciszyli. Zeus przeleciał chłodnym, wręcz piorunującym wzrokiem po ich twarzach, aż w końcu odezwał się znów: – Teraz wyjaśnijcie mi po kolei o co chodzi.
- Hermes nie pojawił się, kiedy go wezwałam – Afrodyta była pierwszą, która się odezwała.
- U mnie to samo – dodał Ares.
- W ogóle nie odpowiada na wezwania – wyjaśniła Atena. – Próbowaliśmy przeróżnych sposobów, ale on nie pojawił się nawet raz. Dzisiaj żadna wiadomość nie została dostarczona.
- Hermes nie odprowadził też do mnie dusz – wtrącił Hades. – Nie wiesz nawet, braciszku, jak bardzo moje obroty spadły.
- Myśleliśmy, że jest z tobą, Zeusie – Morfeusz wysunął się na przód. – Czyżbyś wysłał go z jakąś ważna misją?
- Nie, nie przypominam sobie czegoś takiego – odparł król bogów, drapiąc się po głowie. – Może powinniśmy pójść do niego i sprawdzić, czy wszystko dobrze.
Panteon, jak jeden mąż, przytaknął głową. Zeus poprowadził ich do siedziby Hermesa. Tuż przed drzwiami zatrzymał się, a reszta bogów razem z nim. Paru poobijało się o siebie i upadło. Jednak Zeus nie zwracał na to uwagi. Po prostu pochylił się nad przybitą do drzwi tabliczką i zaczął czytać na głos zamieszczony tam napis:
- „Niniejszym ogłasza się, że bóg Hermes ma dzisiaj wolne, a więc nie załatwia żadnych spraw, nie reaguje na wezwania i nie przyjmuje zleceń. Za utrudnienia przepraszamy.” Coś takiego…
W pierwszej chwili wszyscy milczeli i spoglądali na siebie nawzajem ze zdziwieniem. A potem gdzieś z tyłu odezwał się gniewny krzyk Posejdona:
- A więc to tak! Ten nieodpowiedzialny wałkoń postanowił zrobić sobie urlop kosztem swoich obowiązków!
- Już ja mu dam wolny dzień! Nabiję go na pal i wyrwę jego sandałom te durne skrzydełka! – wrzasnął Ares.
- Z radością się dołączę – odparł Hades.
- Zaczekajcie – powiedział Zeus, wciąż przyglądając się tablicy. – Najpierw go znajdźmy, a potem zdecydujmy, co z nim zrobić.
- Racja, Zeusie – Hera przytuliła się do ramienia męża. Następna odezwała się Atena:
- Wygląda jednak na to, że na Olimpie go nie ma. W Hadesie też nie, a więc pozostaje tylko jedna możliwość.
Zaraz jak tylko to powiedziała, wszyscy bogowie wykrzyknęli chórem:
- Świat śmiertelników!
Narrator: Jako, że bogowie nie mogli opuścić swoich stanowisk i zająć się całkowicie poszukiwaniem Hermesa…
Kalliope: Jak to nie? A…?
Narrator: Drogie panie, nie uprzedzajmy wypadków.
Melpomena: A tak, prawda. Mów dalej, Bob.
Narrator: A więc bogowie postanowili wysłać na ziemię swoich pomocników takich jak Nemezis…
Nemezis szła przez las i rozglądała się po okolicy z gniewnym wyrazem twarzy. W jej oczach można było doszukać się chęci mordu.
- Hermes, kiedy ja cię dorwę, nikt ci nie pomoże – warknęła cicho. Jej ręce zamieniły się w dwa topory i Nemezis zaczęła ciąć drzewa naokoło niej.
Narrator: Czy Ból i Panika…
Pomagierzy Hadesa szli przez pustą drogę przeprowadzoną między jednym greckim miastem a drugim. Słońce świeciło wysoko na pięknym, niebieskim niebie, ale Ból i Panika nie zwracali na to uwagi. Jedyne co teraz zaprzątało ich rogate głowy to niebieski facet w przykrótkiej, białej todze i w sandałach ze skrzydełkami. Jak na razie ich poszukiwania były bezowocne.
- Panika, patrz! – wykrzyknął nagle Ból i zatrzymał kompana.
Wskazał palcem na słupek zakończony rzeźbą głowy, która łudząco przypominała im obu uśmiechniętą makówkę Hermesa. Miała nawet jego kapelutek. Panika spojrzał na Ból z dezaprobatą i walnął go w potylicę.
- To herma, idioto.
- Co?
- Podobizna Hermesa, która stoi na drogach, aby podróżni się do niej modlili.
- A już myślałem, że go znaleźliśmy.
Narrator: Powróćmy jednak do Hermesa.
Dwóch aktorów – jeden grający Kreona, drugi Antygonę – stało na pustej scenie. Hermes doskonale ich słyszał, a każde słowo chwytał z bijącym sercem. Scena, w której Kreon przepytuje Antygonę w sprawie złamania jego dekretu, była ulubioną sceną posłańca bogów.
- A ty odpowiedz mi teraz w dwóch słowach,/Czyżeś wiedziała o moim zakazie?
- Wiedziałam dobrze. Wszakże nie był tajny.
- I śmiałaś wbrew tym stanowieniom działać?
- Przeczucie mnie nie myliło – Czyjś znajomy głos odwrócił uwagę boga od  sceny.
Hermes odwrócił się w bok i spojrzał z niechęcią na siedzącego tuż obok niego Apolla, który również ubrany był tak, aby ukryć swoją boską tożsamość.
- Czego chcesz, Apollo? – spytał Hermes, odwracając wzrok znów na scenę. – Nie możesz poczekać, aż skończy się sztuka?
- Cały Olimp cię szuka…
- Ciii – przerwał mu Hermes. Jego twarz rozpromieniła się. – Teraz będzie najlepsze.
- Chceszli co więcej, czyli śmierć mi zadać?
- O nie! W tym jednym zawiera się wszystko.
- To „Król Edyp”, czy co? – spytał Apollo.
- Jak na boga sztuk słabo się orientujesz – skomentował Hermes. – To „Antygona”.
- Tyle tych dramatów ostatnio piszą… – próbował usprawiedliwić się Apollo.
- Sama tak sądzisz pośród Kadmejczyków. – Tubalny głos Kreona odbił się po całym teatrze.
- I ci tak sądzą, lecz stulają wargi.
- No, przecież widziałeś to tyle razy – marudził Apollo. – Wiesz, jak to się skończy. On ją zamknie w grobie, jego syn, który się w niej buja, popełni samobójstwo i Kreon będzie wiecznie nieszczęśliwy.
- Zamknij się i daj mi oglądać – odpowiedział Hermes.
- Nie był ci bratem ten, co poległ drugi?
- Z jednego ojca i matki zrodzonym.
 - Wszyscy są na ciebie wściekli. Czemu właściwie to zrobiłeś? – Bóg sztuk nie potrafił usiedzieć cicho.
- Nie czytałeś tabliczki na drzwiach? – Ślady irytacji były dobrze widoczne w głosie Hermesa. – Mam dzisiaj wolne, czy wam się podoba, czy nie. A teraz się przymknij.
- OK. – odparł ze zrezygnowanie Apollo.
Obaj spojrzeli na scenę i zaczęli w milczeniu oglądać sztukę. Po coraz bardziej podekscytowanym wyrazie twarzy, zaciśniętych pięściach, trzymanych przy piersiach oraz szeroko otwartych oczach Apollo poznał, że jego brat właśnie natrafił na swoją ulubioną scenę.
- Dzielnemu równość ze złem nie przystoi.
- Któż wie, czy takie wśród zmarłych są prawa?
- Wróg i po śmierci nie stanie się miłym.
- Współkochać przyszłam, nie współnienawidzić.
- Jeśli chcesz kochać, kochaj ich w Hadesie./U mnie nie będzie przewodzić kobieta – powiedział Kreon, a usta Hermesa razem z nim, tylko po cichu, prawie bezdźwięcznie.
- Kocham tę sztukę – wyszeptał z wypiekami posłaniec bogów. – W takich momentach jestem szczęśliwy, ze wynalazłem pismo.
- A propos Hadesu – zaczął znów Apollo. – pewien facet z jarającą się fryzurą jest naprawdę wściekły, bo nie przyprowadziłeś mu zmarłych.
- Mam czas. Poza tym Hades ma Ból i Panikę.
- Którzy cię teraz szukają. Nemezis zresztą też.
Hermes posmutniał, a potem schylił głowę. Dopiero teraz zrozumiał, że jak wróci na Olimp, czeka go niezła draka. Będzie musiał się tłumaczyć. Będzie musiał wyjaśniać swoje zachowanie. Zaraz potem przeszło mu przez myśl coś z goła innego – był ciekaw, czy może ta jego nieobecność dała reszcie bogów do myślenia. Być może zrozumieli, że on też ma swoją godność i że dotąd traktowali go niezbyt miło? Może teraz zaczną go doceniać?
- Naprawiłeś wreszcie moją lirę? – spytał ni stąd, ni zowąd Apollo.
Hermes wydał z siebie warknięcie tłumionej złości i wstał. Następnie zaczął kierować się dołem w stronę wyjścia. Apollo ruszył za nim i po jakimś czasie byli już na zewnątrz. O dziwo, ludzi było bardzo mało, ale boscy bracia i tak zaszli w wąską uliczkę, aby móc tam spokojnie porozmawiać. Zdenerwowany Hermes odwrócił się do brata.
- Lira. Tylko to ciebie obchodzi, tak?
- Chciałem się dowiedzieć co z nią.
- A nie wpadłeś na to, ze mógłbyś ją sam naprawić?
- Nie umiem. Ty ją zrobiłeś, więc ty wiesz, jak to zrobić.
- Argh… Wy wszyscy jesteście niemożliwi – Hermes założył ramiona na piersiach.
Ściągnął tunikę,  odwrócił się tyłem do brata i wzniósł bardzo wysoko w powietrze.
- Dokąd lecisz, Hermesie? – zawołał za nim Apollo.
- Gdzieś! – odparł Hermes. – Nie łaź za mną.
I tak Apollo nie mógłby go dogonić. Gdyby teraz ruszył po rydwan, Hermes byłby już bardzo daleko. Te skrzydełka na jego sandałach były naprawdę szybkie. Właśnie dlatego Hermes był tak dobrym posłańcem. No, może jeszcze dlatego, że był doskonały w załatwianiu różnych rzeczy. Niemniej jednak Apollo nie zamierzał go śledzić, tylko wodził za odlatującą sylwetką brata, póki nie zniknęła mu z oczu. Bóg sztuk martwił się tym, co się stanie, kiedy wreszcie Hermes powróci na Olimp.
Melpomena: Hej, nie sądzicie, że coś tutaj jest nie tak?
Narrator: To znaczy?
Kalliope: Już dziewiąta strona tekstu, a jeszcze nie pojawił się główny bohater.
Narrator: Jak to „nie”? Hermes jest prawie cały czas.
Melpomena: Mamy na myśli Herkulesa. Może uda nam się go pokazać chociaż jeden raz?
Narrator: Chciałem teraz do tego przejść.
Herkules wkroczył do świątyni Zeusa. Właśnie przyszedł czas na kolejną ojcowsko-synowską rozmowę z królem bogów. Chłopak stanął tuż przed wielgachnym posągiem swojego ojca i czekał na to, aż monument ożyje. Po chwili kamienne brwi zmarszczyły się, a rysy ułożyły grymas, który mógł oznaczać albo wielkie zmęczenie, albo tłumionej z trudem irytacji. Entuzjazm, jaki malował się na twarzy Herkulesa, przerodził się w wyraz troski, która pogłębiła się jeszcze bardziej, kiedy król bogów przemówił, a raczej wymamrotał pod nosem:
- Niech to… To  już późne popołudnie i żadnych efektów…
- Coś nie tak, tato?
Kamienny Zeus spojrzał na dół, zauważając swojego syna.
- Wybacz, Herkulesie. Mamy mały problem na Olimpie.
- Problem? – Herkules nagle się ożywił. – Może mógłby pomóc.
Zeus westchnął i oparł łokieć o bok tronu, a brodę o rękę.
- Doceniam twoją chęć pomocy, synu, ale nie sądzę, abyś mógł znaleźć Hermesa.
- Coś się stało z Hermesem?! – wykrzyknął heros. – Ma jakieś kłopoty?!
- Kłopoty to on dopiero będzie miał, jak wróci! – Ten wybuch złości był co najmniej niespodziewany. Herkules poczuł się lekko zakłopotany.
- Spokojnie, tato. Opowiedz mi wszystko do początku.
- No, cóż. Nie zaszkodzi jak się dowiesz…
Zeus opowiedział synowi o zniknięciu Hermesa, o tabliczce na jego drzwiach i o chaosie jaki powstał z powodu jego nieobecności. Pod koniec opowieści Herkules był naprawdę skołowany. Fakt, że Hermes – ze wszystkich bogów właśnie Hermes – zachował się tak nieodpowiedzialnie, sprawił, że początkujący heros nie wiedział, co o nim myśleć. Co prawda, Hermes miał ten swój luzacki sposób bycia, ale dotąd wypełniał swoje obowiązki bardzo sumiennie. Nigdy w życiu Herkules nie podejrzewałby go o samowolne opuszczenie stanowiska, kiedy jego praca byłą tak ważna.
- Jeżeli go znajdziesz – zaczął Zeus, wyrywając syna z rozmyślań – to powiedz mu, że ma wracać.
- Możesz być pewien, że tak zrobię – odpowiedział Herkules, a jego twarz przybrał wyraz determinacji.
- A teraz wybacz, chłopcze. Muszę wracać na Olimp.
- Pa, tato.
- Pa, synu.
Posąg znów był tylko martwym kamieniem. Herkules wyszedł ze świątyni. Pegaz pasł się na pobliskim trawniku, ale kiedy tylko zauważył swojego pana, podniósł głowę i ruszył w stronę herosa. Herkules bez słowa wsiadł na konia i powrócili na wyspę Phila. Przez całą drogę nurtowało chłopca to, co usłyszał od ojca. Złość na Hermesa nie pozwalała mu myśleć o niczym innym. W głowie Herkulesa plątało się wiele obelg, które tylko czekały, aby je wypowiedzieć pod adresem krnąbrnego boga. Chłopak powtarzał je w myślach jak mantrę i to tylko potęgowało w nim gniew do Hermesa.
W końcu dotarli do domu Phila. Herkules zszedł z Pegaza i ściągnął z jego pleców siodło. Koń spoczął na trawniku, jakby chciał się zdrzemnąć, tymczasem heros wszedł do środka, aby oznajmić swoje przybycie. To, co zobaczył, przeszło jego oczekiwania. Przy stole, pijąc z Philem wino, siedział Hermes. Kłębiące się w chłopaku uczucia wybuchły z nową siłą.
- Cześć, Herk! – przywitał się radośnie bóg, machając przy tym do niego. – Mam dziś wolne, więc postanowiłem wpaść.
- Ach tak? Szkoda tylko, że mój ojciec nie wie o tym, że masz wolne – Jego ton był bardzo opryskliwy, ale niezbyt gwałtowny.
Hermes spoważniał i odłożył na bok trzymany w ręku kufel. Następnie spojrzał na Herkulesa smutno.
- Tak więc rozmawiałeś już z szefem.
- Tak, rozmawiałem z Zeusem. Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że…?
- Ty nie rozumiesz, chłopcze – wtrącił się Phil. – Hermes bardzo ciężko pracuje i chciał po prostu dzisiaj się odprężyć.
- Ale opuścić Olimp, nic nikomu nie mówiąc?!
- Herk, uspokój się – Hermes próbował go ugłaskać, ale to nic nie dało. Chyba nawet kaduceusz by mu teraz nie pomógł.
- Cały Olimp to teraz jeden wielki burdel, bo panu Hermesowi nie chciało się dzisiaj pracować! A co, jeśli zdarzy się coś złego i nie będzie posłańca, który przekaże wiadomość?! Co wtedy będzie?! Pomyślałeś o konsekwencjach swojego zachowania?! Nie! Nie, bo jedyne, o czym myślałeś, to ty sam! Wiesz kim jesteś, Hermesie?! Nieodpowiedzialnym samolubem!
Dotąd Hermes stał i przyjmował ciosy, ale ostatnie słowa młodzika go zdenerwowały. Teraz to Hermes był tym, w którym kipiała złość. Bóg powstał i podleciał do Herkulesa, zatrzymując się tuż przed jego twarzą. Teraz ukryte za różowymi okularami oczy Hermesa przyglądały się chłodno niebieskim oczom herosa. Herkules i Phil spodziewali się wybuchu złości takiemu, jaki zaprezentował wcześniej Herkules, ale było zupełnie inaczej. Posłaniec bogów przemówił spokojnym, cichym tonem, w którym jednak można było łatwo wyczytać irytację.
- Ach tak? Cóż, może czasem dobrze jest być samolubem.
Wtedy cofnął się trochę i minął Herkulesa, aby przedostać się do wyjścia.
- Do widzenia, Herkulesie. I tobie też Phil – powiedział, nawet się nie odwracając.
Melpomena: Auć! To musiało Hermiego boleć. Spodziewał się jakiegoś zrozumienia, a co dostał?
Kalliope: Ty mu współczujesz?
Melpomena: A czemu miałabym nie? To dobry chłopak. A ten urlop mu się należał.
Narrator: Drogie panie, proszę.
Melpomena: Sorry, Bob.
Narrator: Po opuszczeniu wyspy Phila, Hermes powrócił wreszcie na Olimp. Wtedy wszyscy bogowie zebrali się, aby osądzić jego zachowanie.
Bogowie siedzieli na tronach naokoło wielkiej, pustej przestrzeni. Hermes stał na środku. Czuł wiele rzeczy – od poczucia niezrozumienia i osamotnienia poprzez strach, a na żałowaniu swojego uczynku skończywszy. Wszyscy bogowie przyglądali mu się chłodno, wręcz gniewnie. Jedynie twarz Apolla wyrażała troskę. Hermes bał się. Bał się o to, co mogą z nim zrobić. Wygnać z Olimpu, wrzucić do Tartaru albo do bezdennej przepaści, kazać mu czyścić toaletę Dionizosa po każdej imprezie…
- Zaskoczyłeś mnie, Hermesie – Zeus był pierwszą osobą, która się odezwała. – Nie sądziłem, że jeszcze kiedyś odezwie się w tobie twoja dawna przekorność. I co ja teraz mam z tobą zrobić?
- Nie wiem, Zeusie – odparł posłaniec bogów. Nie miał odwagi ani siły, aby się bronić.
- Twój dzień wolny kosztował nas wiele niedostarczonych wiadomości… – zaczął znów król bogów, ale wtedy wtrącił się Hades:
- I strat w moim zaświatowym biznesie.
- Tak, czy inaczej, zachowałeś się skandalicznie i muszę cię ukarać. Nie mogę cię wygnać, ani zabić. To by było za wiele, a poza tym, jesteś nam tutaj potrzebny. Dlatego po głębszym namyśle doszedłem do wniosku, że najlepszą karą dla ciebie będzie nadrobienie teraz wszystkich dzisiejszych obowiązków do zachodu słońca.
Hermes nie wiedział, co myśleć. Z jednej strony czuł ulgę, że nie spotka go nic gorszego, a z drugiej – frustrację spowodowaną tym, że czeka go od cholery pracy. Nie mniej jednak przyjął wyrok z godnością. Wzbił się w powietrze do Zeusa i, wciąż lewitując, pokłonił się nisko.
- Dziękuję, szefie.
Narrator: Tak więc Hermes wykonał karę i wszystko wróciło do normy.
Melpomena: Ale to jeszcze nie jest koniec tej historii.
Narrator: Nie?
Kalliope: Pamiętacie wybuch złości Herkulesa? Następny rozdział będzie rozwinięciem tego wydarzenia.
Melpomena: Tak więc zostańcie z nami!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz