niedziela, 3 lutego 2013

Artykuł: Rzecz o Reichenbach

[Nie, to nie jest trolling! Wiem, że miał być artykuł o hobbitach i uwierzcie mi - pisze się, ale na razie jeszcze nie jest gotowy. Będziecie go mogli podziwiać za tydzień, a na razie: jeden z moich dwóch artykułów o Sherlocku.]

Finał drugiej serii Sherlocka pozostawił wielu fanów w depresyjnym nastroju i stał się zaczynem do wielu fanfików opowiadających o tym jak poszczególne postaci – doktor Watson, Mycroft Holmes, Lestrade, pani Hudson… – radzą sobie ze śmiercią Sherlocka Holmesa. Bo nie tylko sama scena upadku z dachu Barts jest bardzo wzruszająca i łamiąca serce, ale również jest to śmierć w niesławie. Mimo że Moriarty także popełnił samobójstwo, zdajemy sobie sprawę z tego, że wygrał – zniszczył reputację Sherlocka i doprowadził go do ostateczności. Lestrade’a czeka zapewne jakaś kara dyscyplinarna (może nawet zwolnienie) za korzystanie z usług przestępcy. John Watson i pani Hudson będą musieli zmierzyć się z żałobą po przyjacielu, a Mycroft Holmes będzie musiał żyć z poczuciem winy. Cliffhanger z pierwszej serii był niczym w porównaniu z tą kopalnią angstu.

Ale jest promyk nadziei – w ostatniej scenie Reichenbach’s Fall, kiedy doktor Watson oddala się powoli od nagrobka swojego najlepszego przyjaciela (zaraz po tym jak poprosił Sherlocka o „jeden, ostatni cud”), kamera przenosi się na obserwującego wszystko z daleka detektywa. Jednak nawet przed tą sceną, wiemy, że Sherlock przeżył. Dlaczego? Bo Reichenbach’s Fall to uwspółcześniona wersja opowiadania Ostatnia zagadka, gdzie Holmes i Moriarty również stają do ostatecznej potyczki i wydaje się, że zginęli razem. W założeniu miała to być ostatnia przygoda Sherlocka Holmesa, jednakże w wyniku stanowczych protestów fanów Conan Doyle zmuszony był wskrzesić swojego detektywa. I tak oto wkrótce ukazał się zbiór opowiadań Powrót Sherlocka Holmesa, gdzie w Pustym domu słynny detektyw powraca znów do życia.

Niejako na fali mojej fazy na Sherlocka porównywałam słynny serial BBC z bardziej tradycyjnymi adaptacjami dzieł Conan Doyle’a, między innymi ze znanym ze swojej dbałości o detale serialem produkcji Granady z Jeremy’m Brettem jako Holmesem. Postanowiłam więc poddać analizie i porównać ze sobą te dwa ujęcia Ostatniej zagadki. Być może kiedyś dokonam porównania bardziej ogólnego, teraz jednak skupmy się na Reichenbach.

Reichenbach’s Fall różni się drastycznie od Ostatniej zagadki, nie tylko przez to, że dzieje się w czasach współczesnych. Zacznijmy od tego, że Ostatnia zagadka jest opowiadaniem, w którym pierwszy (a zarazem ostatni) raz pojawia się profesor James Moriarty, który dotąd był ewentualnie tylko wspominany. Tymczasem w Sherlocku Moriarty obecny jest niemal od pierwszego odcinka. Wygląda również nieco inaczej niż jego bardziej klasyczny odpowiednik, ale o tym potem.

Tak czy inaczej, w Ostatniej zagadce, zanim dochodzi do samej konfrontacji na stokach Reichenbach, Moriarty (po kolejnej zniweczonej przez Holmesa akcji) składa detektywowi wizytę w jego domu. Tak oto dwa wielkie umysły swego pokolenia – jedyny na świecie konsultant detektywistyczny i Napoleon Zbrodni – spotykają się po raz pierwszy. Rozmawiają ze sobą jak dwaj dżentelmeni, którzy uznają swój intelekt, ale i zagrożenie, jakie dla siebie stwarzają. Moriarty na początku zachowuje się jak sąsiad, który przyszedł do Holmesa ze skargą na jakąś uciążliwość. Wyciąga nawet notesik i wylicza daty dni, w których Sherlock pokrzyżował mu plany. W pewnym momencie odwraca się do detektywa i każe mu się wycofać, bo inaczej zostanie zniszczony. Holmes odmawia i mówi mu, że jeśli uwolnienie świata od Moriarty’ego miałoby być jego ostatnim osiągnięciem, uczyniłby to z radością. Od tej pory profesor pragnie zniszczyć Sherlocka Holmesa, a nawet wyrusza za nim aż do Szwajcarii.
Moriarty i Holmes na Baker Street

W Reichenbach’s Fall Moriarty również przychodzi na Baker Street i ucina sobie pogawędkę z Sherlockiem, ale nie jest to ich pierwsze spotkanie. Ich pierwsza konfrontacja ma miejsce pod koniec ostatniego odcinka pierwszej serii – Wielkiej gry – a poprzedza ją seria zagadek (każdą z nich Sherlock musi rozwiązać w określonym czasie, inaczej jakaś Bogu ducha winna osoba zostanie wysadzona w powietrze w bardzo ruchliwym miejscu), które Moriarty zostawił dla Sherlocka jako (jak sam to ujął) „przyjacielskie ostrzeżenie”. Spotkanie ma miejsce na basenie (miejsce zbrodni pierwszej sprawy Sherlocka Holmesa), obok stoi obładowany materiałami wybuchowymi John Watson, a gdzieś na górze ukrywa się snajper, który od czasu do czasu celuje to w czoło Sherlocka, to w  bombę na piersi Watsona. Sam Sherlock trzyma Moriarty’ego na muszce, kiedy z nim rozmawia.

Ich rozmowa przebiega nieco inaczej, bo też obaj panowie nie są tymi samymi wiktoriańskimi dżentelmenami, co w oryginale. Przede wszystkim Moriarty w Sherlocku bardziej odpowiada współczesnym interpretacjom tej postaci – przypomina psychopatę, który nie ma w sobie współczucia i wręcz cieszy się, kiedy popełnia zbrodnię (zwłaszcza, jeśli przy okazji wystrychnie na dudka swojego znakomitego wroga). Przez większą część czasu jest wesoły i nonszalancki, i tylko parę razy jego nastrój zmienia się na nieco bardziej poważniejszy i wtedy czujemy, że mamy do czynienia z szaleńcem. Tak jak w Ostatniej zagadce, Moriarty każe Holmesowi się wycofać, jednak na pytanie Sherlocka: „Niech zgadnę: zabijesz mnie?”, odpowiada: „Nie, to zbyt oczywiste. Kiedyś to zrobię, ale nie będę się śpieszył (…) Jeśli nie przestaniesz się wtrącać, spalę cię. Razem z sercem.” To zdanie niejako implikuje, że aby zniszczyć Sherlocka, Moriarty najpierw uderzy w jego przyjaciół, a konkretnie – w Watsona.

Scena w Reichenbach’s Fall, kiedy to obaj siedzą w salonie na Baker Street, ukazuje nam sposób, w jaki Moriarty postrzega swoje relacje z Sherlockiem – obaj są do siebie bardzo podobni, z tym, że Sherlock jest nudny, bo „stoi po stronie aniołów”. Ponadto stwierdza, że detektyw go potrzebuje, bo – jako bohater baśni, którą tworzą w oparciu o jego wyczyny media – jest niczym bez swojego przeciwnika.

Sherlock Holmes gości Jamesa Moriarty'ego, tak jak to przedstawił serial BBC

Tak czy inaczej, teraz już jest za późno na ostrzeżenia. Teraz Jim Moriarty po prostu pogrywa sobie z Sherlockiem przed ostateczną rozgrywką. Przy okazji nawiązuje do tytułu oryginalnego opowiadania, pytając detektywa, czy wie już na czym będzie polegać ich „ostatnia zagadka”.
Upadek z wodospadu Reichenbach na oryginalnej ilustracji.

Właśnie, dlaczego ostatni odcinek drugiej serii Sherlocka nosi tytuł Reichenbach’s Fall? W oryginalnym opowiadaniu Sherlock Holmes i doktor Watson rzucają się do ucieczki w nadziei, że Moriarty podąży za nimi. To zabawa w kotka i myszkę, w rezultacie której detektyw i jego kompan znajdują się nagle poza Londynem i Wielką Brytanią. Wkrótce docierają do Szwajcarii i zatrzymują się w pewnym pensjonacie. Dowiadują się, że tamtejszą atrakcją turystyczną jest wodospad Reichenbach. Mimo że Mycroft informuje brata w listach, że policji udało się ująć większość ludzi profesora, ale sam Napoleon Zbrodni wciąż pozostaje na wolności, Holmes i Watson postanawiają wybrać się na wycieczkę krajoznawczą. I to właśnie przy wodospadzie Reichenbach rozegra się wielka potyczka Holmesa i Moriarty’ego.
Upadek z wodospadu przedstawiony w serialu Granady.
Jednakże w Reichenbach’s Fall Sherlock nie opuszcza Londynu nawet na jeden dzień, a ostateczna rozgrywka ma miejsce na dachu szpitala świętego Bartłomieja, gdzie swego czasu studiował doktor Watson, a Holmes wielokrotnie korzystał z tamtejszej aparatury i z pomocy Molly Hooper. Za to montaż z początku odcinka przedstawia nam nabierającą tempa popularność Sherlocka jako detektywa. A wszystko zaczyna się od odnalezienia zaginionego obrazu Williama Turnera, przedstawiającego właśnie wodospad Reichenbach. Później dowiadujemy się, że Moriarty – aby przekazać Kitty Riley informacje, które miała użyć w artykule – podał się za aktora Richarda Brooka, wynajętego przez Sherlocka Holmesa do roli jego arcywroga. I tylko Sherlock zdaje sobie sprawę z tego, że nazwisko Richard Brook to nawiązanie do Reichenbach – sprawy, która uczyniła detektywa sławnym.

I tak jak w Ostatniej zagadce, Sherlock Holmes i doktor Watson muszą w pewnym momencie uciekać, ale tym razem nie po to, aby wywabić Moriarty’ego z kryjówki, tylko aby zbiec przed policją. Otóż porwana dziewczynka, którą Sherlock pomógł odnaleźć Scotland Yardowi, krzyknęła z przerażeniem na jego widok. W tym momencie sierżant Sally Donovan, która wcześniej była pod wrażeniem, że Sherlock odnalazł dziewczynkę i jej brata na podstawie jednego śladu, zaczyna podejrzewać, że Sherlock nie jest tym, za kogo się podaje. Jej przełożony (a także przełożony Lestrade’a) przyznaje jej rację i wydaje nakaz aresztowania Sherlocka.

W ciągu swojej ucieczki Sherlock Holmes i John Watson składają wizytę Kitty Riley (gdzie spotykają również udającego Richarda Brooka Moriarty’ego), po czym rozdzielają się – Sherlock idzie do Barts pomówić o czymś z Molly, a Watson konfrontuje Mycrofta o tym, skąd Moriarty zna szczegóły z życia Sherlocka. Potem obaj – Sherlock i John – znajdują schronienie w kostnicy Barts.

W Ostatniej zagadce, doktor nie jest obecny przy pojedynku swojego przyjaciela i Moriarty’ego, bo kiedy Holmes i Watson wybierają się obejrzeć wodospad Reichenbach, podbiega do nich posłaniec i przekazuje list, w którym właściciel pensjonatu wspomina, że pewna starsza Angielka złamała nogę i prosi koniecznie o angielskiego lekarza. Watson idzie więc do pensjonatu, a Holmes – nad wodospad. Na miejscu doktor odkrywa, że nie ma żadnej starszej Angielki i natychmiast wyrusza na pomoc przyjacielowi. W Reichenbach’s Fall, kiedy obaj siedzą w Barts, ukrywając się przed policją, do Johna Watsona dzwoni telefon i ktoś informuje go, że pani Hudson została postrzelona. Zezłoszczony tym, że Sherlock nie chce iść i sprawdzić, co ze starszą panią, bo „jest zajęty”, Watson zostawia kompana samego i jedzie na Baker Street. I tak jak w oryginalnym opowiadaniu, orientuje się na miejscu, że tak naprawdę był to podstęp, aby odciągnąć go od Holmesa.

Jako że wszystkie powieści i opowiadania o Sherlocku Holmesie były pisane z punktu widzenia doktora Watsona, w Ostatniej zagadce musimy zdać się na to, co on spotyka na miejscu i co z tego wydedukuje. W pewnym momencie natyka się na wciśniętą pomiędzy skały notatkę, w której Holmes informuje go o tym, że jego kariera znalazła się na zakręcie, a uwolnienie społeczeństwa od Moriarty’ego wydaje się jej idealnym ukoronowaniem. Ten list do Watsona jest poniekąd pożegnaniem Holmesa z przyjacielem. Holmes wie, że prawdopodobnie zginie wraz z Moriarty’m i żałuje tylko, że zostawia wiernego kompana w bólu i żałobie. Po krótkiej chwili Watson odtwarza prawdopodobny przebieg walki, w której Holmes i Moriarty razem spadli w przepaść i zginęli w odmętach wody.

Nawet w Pustym domu, kiedy Holmes tłumaczy Watsonowi jak przeżył, dowiadujemy się, że walka po między nim a Moriarty’m była zwykłą, fizyczną potyczką na pieści i nogi. Tymczasem w Sherlocku jest to bardziej wojna nerwów. Holmes i Moriarty stoją na dachu i rozmawiają, od czasu do czasu chodząc w tę i we wtę.
Sherlock Holmes i James Moriarty na dachu Barts
Wreszcie dochodzimy do momentu, w którym Sherlock ma być „spalony”. Moriarty chce, aby jego wielka baśniowa opowieść zakończyła się samobójczą śmiercią detektywa-oszusta. Oczywiście, na początku Sherlock nie jest skłonny przychylić się do jego prośby, próbuje nawet coś ugrać, ale Moriarty znajduje sposób na to, żeby go przekonać. Otóż trzej płatni zabójcy mają za zadanie zabić przyjaciół Sherlocka – Johna Watsona, inspektora Lestrade’a i panią Hudson – jeśli on nie skoczy. Przez jakiś czas wydaje się, że jest szansa, aby Sherlock nie musiał skakać – wystarczy, że wyciągnie od Moriarty’ego w jaki sposób odwołać zabójców – ale, niestety, Moriarty przechytrza go po raz kolejny, wkłada sobie lufę do ust i strzela, zanim Sherlock zdąży się czegokolwiek dowiedzieć.

Tak więc detektywowi nie pozostaje nic innego, tylko skoczyć. Akurat kiedy staje na krawędzi dachu szpitala, na miejsce przybywa John Watson. Dzwoni do Sherlocka, po czym odwraca się i widzi, że jego przyjaciel stoi na dachu. Teraz właśnie następuje ta bardzo przejmująca i smutna scena. Sherlock nie tylko żegna się ze swoim najlepszym przyjacielem, ale również mówi mu, że jest oszustem. Oczywiście, dobry doktor w to nie wierzy, więc Sherlock przekonuje go dalej. Przy tym głos mu się załamuje, każde następne zdanie jest wypowiadane z coraz większym trudem. A kiedy kamera pokazuje go nam z bliska, widzimy, że Sherlock Holmes – który twierdził, że odcina się od uczuć – płacze. Na ostatek stwierdza, że rozmowa, którą przeprowadza przez telefon z Watsonem, jest jego listem pożegnalnym, i wreszcie rzuca się z dachu na oczach Johna i grupki przechodniów, która ustawiła się pod szpitalem.
Sherlock Holmes skacze z dachu Barts.

I tak, podczas gdy walka Holmesa i Moriarty’ego na stokach Reichenbach nie miała świadków, o tyle upadek Sherlocka z dachu Barts ma ich wielu. Mnóstwo ludzi widziało jak spadał i roztrzaskał się o bruk. Widzieli jak wygląda z bliska jego twarz, a Watson nawet zmierzył mu puls. Wygląda więc na to, że Sherlock Holmes rzeczywiście zginął.

Na uwagę zasługuje jednak sposób w jaki w obu wersjach tej historii ukazano reakcję doktora Watsona na śmierć przyjaciela. W momencie, kiedy w Ostatniej zagadce Watson znajduje list Holmesa i dochodzi do niego, jak przebiegł jego pojedynek z Moriarty’m, roni kilka łez. Watson uwspółcześniony, najpierw rzuca się do ciała Sherlocka, przedziera się przez tłum, mówiąc najpierw: „Przepuśćcie mnie, jestem lekarzem”, a potem: „Przepuśćcie mnie, to mój przyjaciel.”, aż w końcu przygląda się jak zwłoki detektywa są przenoszone do środka. Nie płacze, ale jest w szoku, nawet słania się na nogach i wydaje się, że zaraz zemdleje. W klasycznej adaptacji Granady Ostatnia zagadka kończy się sceną, w której doktor Watson, mówi do widowni: „Z ciężkim sercem chwytam za pióro, aby to wszystko opisać. Po raz ostatni opowiadam o darach mojego przyjaciela, Sherlocka Holmesa. Najlepszego i najmądrzejszego człowieka, jakiego znałem.”, podczas gdy kamera pokazuje rzeczy, które Holmes po sobie pozostawił.
Doktor Watson (w serailu Granady) płacze po stracie przyjaciela.

W Reichenbach’s Fall Watson najpierw siedzi w gabinecie swojej terapeutki. Potem widzimy go zamyślonego w salonie na Baker Street, potem jadącego wraz z panią Hudson na cmentarz, gdzie oboje stoją przed nagrobkiem Sherlocka i rozmawiają o tym jak bardzo są na niego wściekli. W pewnym momencie pani Hudson zostawia doktora samego i John mówi do nagrobka: „Powiedziałeś mi kiedyś, że nie jesteś bohaterem. Cóż, bywały chwile, kiedy nie uważałem cię za człowieka, ale chcę ci powiedzieć, że byłeś najlepszym człowiekiem… najbardziej ludzką… istotą ludzką, jaką kiedykolwiek poznałem i nikt nigdy nie przekona mnie, że mnie okłamywałeś. (…) Proszę zrób dla mnie jeszcze jedną rzecz, tylko jedną rzecz, jeszcze jeden cud, Sherlocku, zrób to dla mnie i przestań być… martwym. Możesz to dla mnie zrobić? Po prostu przestań, skończ z tym.”
Doktor Watson (w serialu BBC) odwiedza grób Holmesa.
Sytuacja wyjściowa w Pustym domu wygląda tak: trzy lata po śmierci Sherlocka Holmesa, doktor Watson ma swój własny, mały gabinet, a także zajmuje się medycyną sądową. Wciąż wspomina Holmesa, zwłaszcza kiedy przechodzi koło Baker Street (gdzie już nie mieszka). Pewnego dnia, wychodząc z sądu, gdzie zeznawał jako patolog, potrąca niechcący pewnego starszego księgarza, który potem go odwiedza i okazuje się być Holmesem w przebraniu. Nie wiem ile z oryginalnego opowiadania zostanie przeniesione do pierwszego odcinka trzeciej serii, ale jestem prawie pewna, że reakcja Watsona na zmartwychwstałego Holmesa, nie będzie (tak jak w Pustym domu) omdlenie z nadmiaru wrażeń, ale cios w szczękę. A ponieważ w oryginale Mycroft był tym, który pomagał bratu finansowo i zadbał o to, żeby pani Hudson zachowała pokój Holmesa w stanie nienaruszonym, podejrzewam, że i teraz weźmie pod swoje skrzydła młodszego braciszka (jak również jego niezamierzona zdrada zostanie mu wybaczona).

Tak czy inaczej, zobaczymy co przyniesie przyszłość. Na razie fani czekają ze zniecierpliwieniem na trzecią serię, umilając sobie czas spekulacjami na temat tego jak Sherlock upozorował własną śmierć i dlaczego powiedział Johnowi to co powiedział; a także pisaniem i rysowaniem post-Reichenbachowskich fanfików i fanartów. Niemniej jednak wiemy, że to nie koniec – że Sherlock Holmes w wydaniu BBC powróci do życia tak jak jego klasyczny odpowiednik, oczyści swoje dobre imię i będzie kontynuował rozwiązywanie zagadek u boku swojego starego druha, doktora Watsona.
Ilustracja z "Pustego domu" - Holmes wita Watsona.

3 komentarze:

  1. Moim zdaniem następnej serii "Sherlocka" zwyczajnie nie będzie. To już ciut za dług trwa, a i tak ciągle, przepraszam za kolokwializm, picują :-/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja podejrzewam, że to przedłużanie to chwyt marketingowy. W końcu teoretycznie w oryginalnym kontinuum od śmierci Sherlocka minęły trzy lata, więc może (niejako też na fali "I believe in Sherlock Holmes") chcą się do tego dnieść. Sprawdziłam nawet różnicę między rokiem wydania "Przygód Sherlcoka Holmesa" i "Powrotem Sherlocka Holmesa". Kiedy Conan Doyle postanowił wskrzesić swojego detektywa minęło już dziesięć lat, więc i tak jest dobrze.

      Poza tym pamiętajmy, że Martin Freeman ma przed sobą jeszcze dwa "Hobbity", a Benedict Camberbatch - Star Treka.

      Usuń
  2. Ale ja lubię ten artykuł :) I, czy mi się wydaje, czy poprawiłaś w nim to niedopatrzenie z poważaniem?

    OdpowiedzUsuń