piątek, 24 marca 2017

Recenzja: Iron Fist

Moje pierwsze zetknięcie z Iron Fistem miało miejsce w Mega Spidermanie. Danny Rand był tam jednym z członków drużyny Spidey’ego (pozostałymi byli Power Man, Nova i Biała Tygrysica), trenującej pod okiem TARCZY; i, szczerze mówiąc, podobała mi się bardzo jego postać. Danny wydawał się być człowiekiem, który już dawno osiągnął wewnętrzną harmonię i żyje w zgodzie z naukami zen, a poza tym dogaduje się całkiem dobrze z innymi, zwłaszcza z Lukiem Cage’m (czyli Power Manem). W drugim sezonie Mega Spidermana zaś każdemu członkowi drużyny Petera Parkera poświęcono jeden odcinek, wyjaśniający skąd się wzięły ich moce, i tak też dowiedziałam się o Kunlun i smoku Shao Lao, i polubiłam Iron Fista jeszcze bardziej.

Toteż, kiedy dowiedziałam się o Defenders i o tym, że jednym z seriali Netflixa, wchodzących w skład Marvel Cinematic Universe będzie właśnie Iron Fist, był to serial, na którego czekałam najbardziej (tuż po Daredevilu, rzecz jasna). Byłam ciekawa jaki będzie ten aktorski Danny Rand i jak zostanie przedstawione Kunlun, a wszelkie dalsze informacje, jakie otrzymałam na temat tego komiksowego Iron Fista tym bardziej zapalały mój entuzjazm.

A potem pojawiły się kontrowersje rasowe; a następnie różni ludzie, którzy obejrzeli pierwsze sześć odcinków udostępnionych dla krytyków, zaczęli wystawiać negatywne recenzje. To wszystko spływało po mnie jak po kaczce, a że mój mózg działa tak, że im bardziej negatywny odbiór, tym bardziej przy oglądaniu mam wrażenie, że są one przesadzone, byłam pewna, że mimo wszystko serial mi się spodoba. W końcu czekałam na Iron Fista bardzo długo i co komu szkodzi mieć nadzieję?

To, co dostałam, nie było, być może, takie złe jak to krytycy opisują, ale jednak trudno mi się nie zgodzić z ogólną opinią, że spośród wszystkich czterech seriali Marvela i Netflixa, Iron Fist jest zdecydowanie najsłabszy.

środa, 22 marca 2017

Krótka notka o musicalowym crossoverze "Flasha" i "Supergirl"

Uwaga! Tekst zawiera spoilery do trzeciego sezonu Flasha i drugiego sezonu Supergirl.

Pomysł na musicalowy odcinek Flasha wydawał się nastąpić prędzej czy później, biorąc pod uwagę to, że odtwórca roli tytułowej, Grant Gustin, grał w Glee. Jeszcze w pierwszym sezonie zamieszczono scenę, w której Barry wykonuje całkiem nieźle jakiś kawałek karaoke. Co więcej, wielu innych aktorów w Arrowverse umie śpiewać (jak grający Malcolma Merlyna John Borrowman) i miało nawet okazję wystąpić (Joe West z Ziemi-2 jest piosenkarzem w nocnym klubie, a profesorowi Steinowi zdarzyło się dwa razy zaśpiewać podczas misji, aby odwrócić uwagę ludzi z przeszłości od działań Legend Jutra), tak więc było tylko kwestią czasu, zanim jakiś muzycznie uzdolniony meta-człowiek nie zagości w Central City i nie zmusi naszych bohaterów do śpiewu i tańca.

I otóż jak tylko Supergirl przeniosła się do CW, Greg Berlanti i spółka ogłosili, że poza wielkim, czteroodcinkowym crossoverem szykują jeszcze jeden, o wiele mniejszy, między Flashem i Supergirl (gdyż pierwszy crossover z tymi dwoma bohaterami został bardzo dobrze przyjęty); i że będzie to właśnie odcinek musicalowy. Zapewniano nas, że Dziewczyna ze Stali i Najszybszy Człowiek Na Świecie będą musieli się zmierzyć z Music Meisterem, który już kiedyś zmusił Batmana i Black Canary do śpiewu w Batman: The Brave and the Bold.

Zapowiadał się bardzo interesujący odcinek, a wyszło... No cóż...

niedziela, 19 marca 2017

Aktualności: Meg ogląda "Iron Fista" (i ma problem z Fantastycznym Kwietniem)

Iron Fist obejrzany został już wczoraj... i choć miałam jako taki pomysł na artykuł o Danny'm i dwulicowości, która wydaje się być motywem przewlekającym się przez cały pierwszy sezon, wydaje mi się, że może jednak napiszę zwykłą recenzję tak jak to było przy Jessice Jones. Będziemy mieć taką równowagę, jeśli chodzi o Obrońców.

Jednak generalnie moje odczucia co do tego serialu da się sprowadzić do tego zdania: Tak, jest to zdecydowanie najsłabszy serial Marvela i Netflixa... aczkolwiek niekoniecznie zasłużył sobie na hejt, który go otacza. Więcej opowiem Wam w recenzji.

Natomiast jest już połowa marca, a ja dopiero dzisiaj zdałam sobie sprawę z tego, że nie mam pomysłów na Fantastyczny Kwiecień. Tak więc jestem otwarta na propozycje.

wtorek, 14 lutego 2017

Krótka notka o pairingach

Nie należę do osób, które shippują.

Jak wielokrotnie wspominałam, romans nie jest czymś, czego zazwyczaj szukam w historii, i dość często wątki miłosne mnie wkurzają. A jeszcze dochodzą do tego fani, którzy doszukują się nie wiadomo czego i z dwójki bohaterów, którzy są przyjaciółmi, wrogami albo nie mają ze sobą nic wspólnego, robią parę.

Pierwotnie chciałam, aby tegoroczny walentynkowy post był listą pairingów, które faktycznie shippuję, ale doszłam do wniosku, że byłaby to bardzo krótka lista, nawet gdybym nie ograniczała się tylko do jednej pary na fandom. Tak więc zamiast tego postanowiłam opowiedzieć Wam o moim stanowisku w sprawie romansów i pairingów.